|
Wszystkie Jurki to fajne chłopaki.
Dziękuje, Imienniku, za miłe słowa rozsądku. Szkoda, że takie spojrzenie mają dopiero ludzie, którzy zdobędą doświadczenie ze świadomego życia w normalnym świecie (do takich nie zaliczam czasowych gast-arbaiterów korzystających z sytuacji w różnych krajach).
Opierając się na tym do czego udało się przekonac Kolegów w Krośnie, chyba takich samych jak w innych częściach Polski, jestem dośc dobrej myśli o materiale, w którym przychodzi tworzyć, choć jak jeden z Kolegów dosadnie stwierdził, na razie przypomina to bardziej "rzeźbienie w g..." - gdzie nie ruszysz miękko, bezkształtnie i tylko smród wyłazi niż drążenia skały (tę da się skruszyć w końcu)....
Z jednym się nie moge zgodzić. Złowiony w łowisku tęczak nie może kosztować tyle co w sklepie. Choćby dlatego, że musi być transportowany żywy i w mniejszych ilościach, a przy tym musi być transportowana masa wody. Poza tym nieco pracy ludzkiej trzeba włożyć w jego wprowadzenie i utrzymanie w wodzie. Na koniec, inaczej niż w sklepie, odzyskuje się (wędkarze wyławiają) od 20% do 50% wpuszczonych ryb ( w zamkniętych zbiornikach nieco więcej). Tak więc nawet jeżeli dla sklepu i dla łowiska tęczak w hodowli kosztuje tyle samo, to koszt zapewnienia jego wyłowienia z otwartej wody jest nawet kilkakrotnie wyższy niż koszty związane ze sprzedaniem go w sklepie (inaczej w "sklepie z rybami" czyli w stawie w hodowli, ale to nie wedkarstwo).
Jeszcze raz dziękuję za rzeczową wypowiedź.
Pozdrawiam serdecznie
Jerzy Kowalski
|