| |
Staszku, próbujesz mnie zaszufladkować do poziomu mięsiarza, któremu próbują odebrać źródło utrzymania. Dla mnie nie ma specjalnej różnicy czy wypuszczasz lipienia na rzece Dee czy Dunajcu. Sprowadzenie C&R tylko do własnego podwórka jest spłaszczaniem problemu, ale nie o to w mojej wypowiedzi chodziło i nie chcę się na ten temat rozwodzić.
Przeraża mnie coś innego. Skądinąd piękna idea staje się powoli tematem zastępczym, a okrzyknięcie kogoś mięsiarzem staje się społeczną nobilitacją. W tej sprawie słychać różne głosy od agresywnych najazdów na "miesiarzy" do moralizatorskich pogawędek. Głosy te mają jednak wspólny mianownik - odwracają uwagę od właściwych problemów, z jakimi boryka się wędkarstwo. Takich, jakim np. jest brak gospodarzy, o którym już pisałem.
Są też inne zagrożenia, napisałem już o zawodach, teraz podam inny przykład z naszego podwórka. Niedawno wprowadzono zakaz połowu na żywca, próbowano wprowadzić zakaz nęcenia, co będzie następne, jak myślisz? Co się stanie z wędkarstwem, nie dziś, nie jutro, ale za 20 lat? Jednego jestem pewien, jeśli to będzie wędkarstwo w którym nie będzie miejsca na zabieranie ryb to jego koniec może przyjść szybciej.
Wracając do zawodów to czytając Twoją opinie odniosłem wrażenie, że jesteś z innej bajki. Spotkania, prelekcje, dyskusje, a zawody przy okazji. Jeśli tak jest to bez urazy, ale powinniście jeździć na spotkania i prelekcje za własne, a nie związkowe (czyli również moje) pieniądze. Przy okazji, w jakim języku są te prelekcje? Nie chce posuwać się do dalszych złośliwości, po prostu koloryzujesz.
Robert
|