| |
Witam ,
ale jeśli nie łowisz to po kiego grzyba czytasz to forum - kontrola ????
A tak poważnie - moja żona łowiła - do slubu też 14 lat temu , wcześniej znaliśmy się 8
lat , gdzie każdy wolny czas u mnie to były ryby , a dziewczyna jak chciała - mogłą jechać.
W dniu ślubu pojechaliśmy na symboliczne b.krókie ryby - żeby nie było wątpliwości - wiedziała co brała
póżniej było róznie - trójka dzieci itd.
terz mam absolutny luz w granicach rozsądku , jeżdżę na ryby tyle na ile pozwala mi praca
i nie jest to dla mojej żony ani kara , ani powód do wdzięczności - to moje życie w granicach wspólnym dobrem przewidzianych.
Nie mam nigdy pretensji do żony jeśli chce gdziesz wyjść a jest na to czas
i uważam , że to samo działą odwrotnie.
Ryby ja skrobię , a ponieważ nie lubię tego to przynosze je rzadko ,
zwykle żona chce żebym coś przywiózł do zjedzenia , ale poniewaz ja je musze przygotować to ilość czasu po rybach decyduje czy coś zabieram , czy nie.
Oczywiście smaży itp . także Ona.
Mam znajomych wędkarzy , których żona po ślubie absolutnie usadziła ,
ale wtedy przypomina mie się opowiadanie Mrożka o Aniole Stróżu , któy karcił chłopca - ten był coraz to lepszy i lepszy , aż pewnego dnia uspokojony Anioł się zdrzemnął , a chłopak wysadził dom w powietrze i uciakł polem.
Czyli jeśli pzresadzisz to pojemność buforowa twego męża może zostać gwałtownie przekroczona a skutki są wtedy dużo poważniejsze niż kilka godizn na rybach.
Z facetem jak z dzieckiem
|