|
Etykę Bartku pozostaw etykom. Tak samo wśród muszkarzy, jak i spinningistów będa sapiący i sapiens.
Podpisałbym się ręcami i innymi kończynami pod rozciągnięciem odcinka muchowego powiedzmy do Sanoka, przynajmniej Postołowa. Niemniej znam rozsądne skądinąd wyjśnienie pana Piotra, tak że rozumiem.
Moje powody: do Postołowa San jest wg mnie typowo muchową rzeką, w rozumieniu takowym, że tutaj można w pełni wypróbować wszystkie te metody, uczyć się ich i we względnym poczuciu bezpieczeństwa - tzn. nie walcząc z takim nurtem jak na Dunajcu powiedzmy.
San do Postołowa jest rzeką dla spinningistów ZBYT łatwą do przełowienia. Nie ma tu żadnej finezji, żadnej. Wszędzie można dorzucić. Wszędzie błystkę czy woblera poprowadzić. Na Dunajcu czy Popradzie, czy na małych zadżunglonych rzeczkach może być większa między nami symbioza, bo są tam miejsca, w których tylko spinningista sobie poradzi albo i nikt.
Dlatego właśnie nie powinno ich na Sanie być. lipienia na spinning też się da złowić, ale wiadomo - przede wszystkim chodzi o przetrzebienie pstrąga. A że jest go tam dużo, to dostają po pysku i małe ziutki, i większe. I połowa dostaje w łeb. I to akurat spinningistów widziałem takich, którzy mierzą każdego, KAŻDEGO złowionego potoka, by go zmierzyć czy ma już te 30-31 bo trzeba zjeść. I to takich widziałem biadolących, bo mu wypadł z kamizelki worek z tym wymemłanym pstrągiem i gdzieś odpłynął. I nie chcę tego widzieć. (nie, nie przeczę i muchowemu chamstwu, ale to już wiadomo inna bajka...)
|