|
Witam Jachu !
Poznajemy sie pomalu, cieszy mnie to niezmiernie. Grzes D. nie zrozumial mnie w pelni. Jak zauwazyles mam awersje do olowiu na muchowej wedce. Olow podnosi w wielu warunkach skutecznosc takiej "muchy". Ludzie wchodza do wody po pachy z dluga wedka i tylko przerzucaja tam i z powrotem ciagnac po dnie. Jest to niekoszerne jak zauwazyl tez Kol. Jerzy Kowalski.
Osobiscie apelowalbym do Kol. Kol. MUSZKARZY O DOBROWOLNE ZREZYGNOWANIE Z STOSOWANIA OBCIAZONYCH MUCH NA MALYCH RZEKACH ORAZ STRUMIENIACH.
Proponuje powolac TOWARZYSTWO SUCHEJ MUCHY. Stosowanie suchej i klasycznej mokrej muchy wydatnie pozwoli "odetchnac" pstragom i lipieniom. Pozwoli im osiagnac okres rozrodczy i tym samym doprowadzi do zwiekszenia poglowia tychze ryb.
Pozdrawiam
Panie Jerzy,
Nie tylko "niekoszerne" ale i niegospodarne.
Jakiś czas temu, kiedy zaczynałem uprawiać wędkarstwo muchowe, obciążanie przynęty było wbrew zasadom. Pamiętam jakie oburzenie wywoływały pierwsze próby stosowania ołowiu do nimf przez zakopiańskich łowców ryb.
Niewątpliwie środowiskowy zakaz obciążania much nie wziął się znikąd. "Od zawsze" wiadomo, ze obciążanie muchy pozwala dotrzeć do ryb, które bez tego "wynalazku" tylko niekiedy byłyby dostępne dla wędkarzy. Dlatego nie łowiło się na obciążane muchy ani nie łowiło się w nocy, bo byłoby zbyt łatwo, ze szkodą dla łowisk.
Zastosowanie ołowiu związane było z ubywaniem ryb w wodach. I zamiast zastanawiać się jak sprawić, żeby było ich więcej albo jak podzielić się tymi, które są - przeforsowano "najmniejsza linię oporu" w postaci dotarcia do mateczników i do stada podstawowego, wyławiając z wód "co się rusza". I był to typowy "vox populi".
Oczywiście mamy wielu zwolenników tradycyjnego wędkarstwa, ale wyraźnie w ich mniemaniu nie obejmuje to powrotu do tradycyjnych zasad, zapewniających harmonijną koegzystencję wędkarza i przedmiotu jego pasji.
Pozdrawiam serdecznie
Jerzy Kowalski
|