| |
kiedyś z Kumplami łowiliśmy na OS San
poniżej Bachlawy
Kumpel miał jeszcze czarne, szambonurkowskie gacie z grubej gumy
latem płynęło z niego jak ze szczura
było piękne słońce, lato
Kumpel poszedł stosunkowo daleko od brzegu i łowił
poszedł po jasnych, płaskich płytach skalnych, które było widać przez wodę
nie były mocno wysokie, kilka cm
stoi, łowi, nurt minimalny, woda powyżej pępka
no i w ciągu dosłownie kwadransa przyszła ulewa z burzą
nie dało się łowić, wychodzimy z wody
ale... deszcz wali po powierzchni, woda zmętniała i... nie widać tych płyt skalnych, po których Kumpel
doszedł prawie na środek rzeki
ja wylazłem i się drę, żeby wyłaził z wędką nie w pionie, bo piorun go walnie
Kumpel doszedł do momentu, gdy 1 cm miał do wlania się wody do gaci i stop
nic nie widać
poszukałem jakiejś możliwie długiej gałęzi, poodłamywałem gałązki i będę go ratował
włażę do wody, gałąź za krótka
szukam dłuższej, trochę mi to zajęło; mam i idę drugi raz; deszcz na szczęście przechodzi powoli
podaję Kumplowi gałąź, będę go holował do brzegu
i nagle... na dosłownie kilka sekund wychodzi zza chmur słonce i widać te płyty skalne, po których
można bezpiecznie wrócić
kilkanaście dużych kroków i Kumpel na brzegu
niezła nauczka
PS szambonurkowskie gacie nie miały paska na biodra, gdyby woda się wlała...
|