| |
Przeczytałem większość wypowiedzi związanych z połowem głowacicy na Sanie 1 h po zachodzie
słońca. Sprawa nie dotyczy tylko DM, lecz jest symptomatyczna dla naszych czasów i dużej liczby
współczesnych wędkarzy (I nie tylko ich). Najpierw w skrócie przypomnę klasyczną ewolucję
wędkarzy:
1. Wędkarz dąży do złowienia jakiejkolwiek ryby. Dotyczy to głównie początkujących, ale nie tylko.
2. Gdy już wędkarz potrafi złowić rybę, to dąży do złowienia jak największej ich liczby. Dotyczy to też
doświadczonych, lecz nigdy nienasyconych wędkarzy.
3. Gdy już wędkarz się “nieco nasyci”, to dąży do złowienia największych ryb.
4. Gdy już wędkarz umie złowić ryby, to idzie nad wodę dla relaksu i odniesienia wrażeń z kontaktu z
przyrodą.
Patologia w wędkarstwie zawsze istniała (w tym podkładanie ryb na zawodów, co dawniej kilkakrotnie
udowodniłem). Od ok. 20 lat natomiast zmienia swoją formę. W szczególności rośnie presja społeczna
na łowienie okazów i chwalenie się nimi (i nie tylko nimi), głównie za sprawą szerokiej dostępności
telefonów komórkowych i mediów społecznościowych. Jest to typowe dla wspomnianych pierwszych
trzech grup. Do tego dochodzą 2 czynniki:
- istnienie dużej liczby prywatnych producentów i handlarzy sprzętu wędkarskiego, a także właścicieli
stron internetowych, zainteresowanych swoją promocją opartą na uśmiechniętych wędkarzach
trzymających ryby jak najdalej z przodu (dla mnie jest to wyrazem prymitywizmu wędkarza, ale
rozumiem, że jestem osamotniony w tym poglądzie; do początku lat 90. tego typu zdjęć było niewiele,
obecnie są dominujące),
- spadek populacji niektórych najcenniejszych gatunków ryb sprawiający, że coraz trudniej je złowić i
rośnie pokusa połowu niezgodnie z regulaminem (i zrobienia fotek często niezgodnie z deklarowaną
zasadą No-Kill), albo łowienia ich na łowiskach specjalnych, w tym stawach hodowlanych.
W swoim postępowaniu wędkarze nie stanowią jakiejś wyodrębnionej grupy społecznej, lecz wykazują
cechy typowe dla ogółu społeczeństwa:
1) Brak szacunku dla przyrody. Brzmi to paradoksalnie, bo wędkarze potrafią walczyć o czystość wód i
zachowanie naturalnego środowiska, ale nie potrafią dostrzec, że ochrona ryb to także ich dobrostan,
unikanie niepotrzebnego ich kaleczenia i łowienia wtedy, kiedy nie mają walorów sportowych. Duża
liczba ryb z rozerwanymi pyskami na popularnych łowiskach jest tego najlepszym świadectwem. W
2025 r. na jednym z łowisk w północnej Szwecji na 12 dostarczonych mi do analizy lipieni aż 10 miało
silnie rozerwane pyski. To głównie Polacy łowią tam lipienie (niektórzy “do bólu”), bo mało którego
Szweda interesuje ta ryba, a przynajmniej tam, skąd pochodzą te dane. Na niektórych wodach w
Polsce też jest wiele ryb z rozerwanymi pyskami. Podobnie jest z ogromnym parciem na połów keltów
zimą, kiedy te ryby mają znikome walory wędkarskie i kulinarne. Proszę spojrzeć ile teraz od 1
stycznia jest i będzie zdjęć z dumnymi pogromcami nędznych keltów. Ta patologia występuje
praktycznie tylko w Polsce (pisałem o tym kiedyś).
2) Niewielka wiedza o przyrodzie, w tym o rybach (z zasady jest przepaść między wiedzą o nowym
sprzęcie i gadżetach, a wiedzą o przyrodzie). Jest to kolejny paradoks. Najgorsze jest to, że dotyczy to
też niektórych decydentów (m.in. członków zarządów różnych szczebli). Podejmowanie decyzji o
gospodarce rybnej, bez stosownej wiedzy na ten temat (a skąd decydenci mieliby ją mieć, skoro m.in.
nic nie czytają? Tym bardziej, że dominuje pogląd o nieomylności decydentów), obarczone jest
określonymi długofalowymi skutkami.
3) Brak szacunku dla obowiązującego prawa. Skoro ogromna liczba Polaków kieruje samochodami
“pod wpływem” (nieraz recydywiści i bez prawa jazdy), narażając się na utratę pojazdu, a nawet karę
wieloletniego więzienia, to co dopiero łowienie jakichś “głupich” ryb. W dużym stopniu wynika to z
braku elementarnej wiedzy o funkcjonowaniu społeczeństwa i umiejętności krytycznego myślenia (a
może w ogóle myślenia), a także instynktu samozachowawczego. Skoro podczas różnych wyborów
tak wiele osób gotowych jest oddać swój głos na osoby jawnie łamiące prawo, okradające Polaków,
cynicznie mówiące nieprawdę i oczerniające innych, to nie dziwmy się, że jeszcze wiele wody upłynie
w Wiśle, zanim nastąpi zauważalna poprawa, także w wędkarstwie.
|