| |
Ach, ci Francuzilizy. "Ten" smak, to akurat uwielbiam, ale smak tzw.metody muchowej - "żyłkowej", to nie trawię. Maksymalizacja połowów przy zastosowaniu tej metody (nawet z wypuszczaniem ryb), pod kątem wygrywania zawodów, która na krótki okres wyforowała znowu garstkę zawodników, wyszła poza kontrolę. Teraz, każdy "muszkarz" może zacząć od tej metody i ją dalej udoskonalać na bazie swojego autonomicznego smaku (strach pomyśleć do jakich granic). Jeżeli, obowiązujące przepisy mówią o zestawie wyposażonym w linkę muchową, to nie po to, aby była tylko atrapą na kołowrotku. Jeżeli, metoda ma być stosowana, podczas oficjalnych zawodów, to treningiem nie można nazywać każdego wędkowania, mimo, że ma się przy sobie licencję. To już, nie chodzi nawet o samą metodę, tylko o to cwaniactwo temu towarzyszące. To wyszukiwanie luk w przepisach, interpretacje, a w końcu samowolstwo. Niech, w takim razie, organizatorzy oficjalnych zawodów narzucą stosowanie różnych metod. Jedna tura - obowiązkowo sucha mucha, druga tura - obowiązkowo mokra mucha, trzecia tura - obowiązkowo metoda "żyłkowa". Wtedy, na pewno, część zawodników będzie musiała w dużo większym zakresie zapoznać się z praktycznym zastosowaniem metod pozostałych i prawdopodobnie wybierze je na co dzień, jako swój smak. Ostatecznie, całe życie słyszę , że sport wychowuje i uszlachetnia. A, przechadzając się wzdłuż brzegów, n.p. podczas MMP, oprócz szumu wody słyszy się jeszcze ordynarne przekleństwa zawodników komentujące fakt zerwania się wymiarowej ryby, tudzież takie same teksty kwitujące jej przechytrzenie.
Tym razem, wszystkich nie pozdrawiam/
|