| |
Na przełomie wieków nauczyłem się (i innych) łowić sandacze. 8 lat wystarczyło żeby znikły. Teraz już
ich nie uświadczysz. Karpie są bo za dużo trzeba się poświęcać (finansowo, czasowo) żeby je łowić.
Też niektórych nauczyłem. Podobnie z leszczami (nocą), płociami po 40cm z głębokości 10m z łódki.
Okonie, zarówno z lodu jak i na gumy. Też "wystrzelane". Nie nadążają się rodzić, mimo mocnych
ograniczeń ilościowych i wymiarowych. Sumy? Te mogą dla mnie nie istnieć. Mogą (i powinni) zjeść
je wszystkie. Na nie (śmierdziuchy) szkoda mojego wolnego (mało) czasu.
Robiłem przynęty. Skuteczne. Teraz już tylko robię. Skuteczne zostawiam dla siebie.
Teraz już przestałem uczyć ich łowienia głowacic. Pstrągów. Ani karpi, ani leszczy. Staram się nie
dawać gotowych recept lecz podpowiadać, zmuszać do myślenia (podobnie jak Staszek Cios).
Oczywiście tych których mam "zlustrowanych". Co wcale nie oznacza że to pójdzie dalej. Na pewno
pójdzie. Już samym podawaniem info "jaka woda, bierze coś, na co, itp" rozwalam system. Mimo że
po przeżyciu połowy wieku wiem jak to się skończy znając dokładnie przykłady.
Może się mylę? Jak tak to cieszy mnie to. Trochę.
Co do C&R- udowadnianie że złowienie i wypuszczenie jest celowym znęcaniem się nad rybą
rozwala mnie całkowicie. Jak pisałem. Trzeba zjeść wszystko po to żeby "najmądrzejsi" tego świata
zrozumieli że "się im poje **o". Wyczyścić wody do zera. Wtedy zrozumieją że coś "nie wyszło".
Winnych oczywiście szybko znajdą.Tak jak zjebali system chroniąc wilki, miśki, kormorany, bobry, itd,
itd.
Tyle że oni nie poniosą żadnej odpowiedzialności za to co wzięli na sztandary. Inni będą się z tym,
bująć. Podobnie jak z uchodźcami (to tak politycznie).
|