| |
To teraz moja historyjka. Dwa lata temu jechałem 3 doby pociągiem i samochodem na łososie. Była kąpiel w bani, mycie się w rzece, rafting na pontonie z którego uchodziło powietrze, spanie nad rzeką i łosoś na surowo z rosyjską wódką. Czyli męska przygoda. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to, że wziąłem neopreny z butami, które nie usztywniały kostki i regularnie zaliczałem kapotaże, w związku z czym musiałem odpuścić sobie głębszą wodę. Bielizna z bawełny jakoś też specjalnie mi nie wysychała w związku z czym w ostatni dzień spaliłem moje wiecznie mokre kalesony w ognisku. Podeszwa z neoprenów odpadła mi ostatniego dnia łowienia.
W tym roku będę się tez telepał 2,5 doby samochodem, łodką, transporterem gasienicowym i będzie bania,ognisko itd. Różnica jest taka,że mam dobre buty do brodzenia i komplet bielizny, w której jak łażę tydzień to nie śmierdzę jak cap. Nie czuję się przez to mniej męski.
|