f l y f i s h i n g . p l 2019.10.19
home | artykuły | forum | komis | galerie | katalog much | baza | guestbook | inne | sklep | szukaj
Bieżące informacje
Pstrąg i Lipień nr 42
KRÓLEWSKI PORADNIK WĘDKARSKI Z INDII Z XII W.

Jednym z najważniejszych źródeł do poznania dziejów wędkarstwa w świecie jest fragment induskiej księgi Manasollasa z XII w., w której jest opis połowu na wędkę, jako formy rozrywki. To źródło, pokrytę grubą warstwą historycznego kurzu i ukryte w trudnodostępnym oraz rzadko czytanym czasopiśmie w Europie, jest nieznane szerszemu kręgowi osób piszących o dziejach wędkarstwa, gdyż w żadnej ze znanych mi prac nie jest ono cytowane.
Wiadomości z łowiska
Mała Wisła 1
2017-05-10
Super woda do łowienia.
średni poziom, jętka około południa
Wiadomości z łowiska
San Zwierzyń-Hoczewka
2013-07-12
Warunki bardzo dobre
Wiadomości z łowiska
OS Dunajec
2014-08-12
warunki dobre ale nie idealne
Wiadomości z łowiska
Łowisko Pstrągowe Raba
2019-10-12
lekko podniesiona, czysta woda
Nasze wzory
Spider
Wzory much
W katalogu FF
IMGW
Stan wód
Niezbędny każdemu wędkarzowi "na rozjazdach"
 
Flyfishing.pl
Reportaże:
Moje trzy głowacice. Część II.

autor: Piotr Konieczny, opublikowane 2005-01-14

Mokry i trochę zły na siebie wracam w miejsce gdzie wszystko się zaczęło. Analizuje hol i wiem, że decydujący był upadek po którym ryba odjechała za daleko. Później nie byłem w stanie przyciągnąć jej bliżej i mieć większą kontrolę. Nimfowy sprzęt też był za słaby do takiej ryby. Głowacica musiała mieć pod 10 kg ale do wyjęcia była.
 
Ściągam mokry polar i wykręcam koszulę. Jakopo pożycza mi swoją bluzę. Coś suchego w takich momentach to nieoceniony skarb. I choć w woderach chlupie to sucha bluza i wychodzące słońce sprawiają, że jest mi ciepło. Antek z drugiego brzegu obserwował wszystko. Kiwa z politowaniem głową i obławia streamerem „głowatkowe” miejsce. Od rana nie miał nawet brania. Ja wiążę nowy przypon. Na spód zakładam dużego kiełża zamiast glajchy. Glajch prawie nie używam więc nie mam ich za dużo. W pudełku jest jeszcze jedna i ona musi zostać na zawody. Miała być obciążnikiem a zapięła piękną rybę. Z nowym zestawem wracam dokładnie w to samo miejsce. Zaczynam łowić jak poprzednio. Tu muszą być pstrągi i lipienie. Nie wchodzę za głęboko bo przy brzegu woda wydaje się doskonała. Łowię jeszcze trzęsącymi się rękoma. Branie podobne jak poprzednio następuje może za dziesiątym rzutem. Już wiem, że to znów duża ryba. Krzyczę do Antka i Jacopo, że znów mam „główkę” na wędce. Antek kiwa głową z niedowierzaniem i mówi – „jakbym nie widział to bym nie uwierzył”. Włoch jest już przy mnie. Robi zdjęcia i znów łapie za podbierak. Rybie tym razem nie daje odpłynąć. Jest wolniejsza niż poprzednia, pływa łagodnie i daje się podprowadzać. Staram się nie dopuścić jej do miejsca gdzie straciłem poprzednią. Linka krótsza a ryba idzie bliżej mojego brzegu. Może po 15 minutach Jacopo próbuje głowatkę podebrać. Zagarnia podbierakiem rybę od ogona i stara się drugą ręką wepchnąć ją do siatki trzymając za głowę. Głowacica dotknięta podbierakiem odpływa w kierunku pechowego kamienia a Włoch „tankuje” swoje krótkie buty do pełna. To nic, to tylko woda mówi i dalej idzie za głowacicą. Ryba przepływa obok kamienia i tym razem bez zaczepu wpływa na głębokie rozlewisko. Tu już bez większych problemów przyciągam ja do siebie. Tym razem wzięła na plecionkę. Jacopo bierze ją podbierakiem i krzyczy z radości – pierwsza głowacica którą widział „na żywo”. Wciska mi podbierak z ryba i pstryka zdjęcia. Później daje aparat i sam bierze rybę. Wymierzamy ją na ok. 95 cm i powoli wypuszczamy. Kibice pytają na jak grubą żyłkę łowiłem. Nie chcą wierzyć, że była to tylko „13”...
W ręce czuję dwie poprzednie ryby ale dzielnie wracam na poprzednie miejsce. Podczas łowienia wcale nie było przepłoszone bo zacięte ryby odpływały w dół rzeki. Znów przewiązuję przypon i rzucam może pięć razy. Za piątym ryba. Odpływa na tyle mocno że mogę „postraszyć” Antka kolejna głowacicą. Szybko jednak okazuje się, iż to 45 cm kleń. Fajna ryba na zawody – dużo punktów a małe ryzyko odpadnięcia lub urwania zestawu po dłuższym holu. Podchodzę trochę w górę rzeki, nie za dużo jakieś 10 metrów. Zaczynam łowienie z płytkiej wody przy brzegu. Nie uwierzycie ale chyba 10 razy nie rzuciłem. Z wody do połowy uda zapinam trzecią, największą głowacicę. Od razu wiedziałem, że to głowa bo wywaliła się pod powierzchnią lekko oszołomiona. Tym razem nie wytrzymuje i krzyczę, że ma ponad metr długości. To chyba samiec bo jest bardziej agresywny i dynamiczny od poprzednich. Przyszedł pod same moje nogi – mam go „na krótko”. Decyduje się na sforsowanie ryby i próbę szybkiego podebrania. Ale jak ją sforsować na „13”. Spróbowałem jednak by oszczędzić sobie długiego holu ale ryba odpłynęła zanim zdążyłem machnąć podbierakiem. Znów hol się przedłuża a moja ręka boli coraz bardziej. Jacopo ciągle jest przy mnie z podbierakiem. I nagle przychodzi mi do głowy pewna myśl – Jacopo, weź moją wędkę i holuj!!! Najpierw się wzbrania ale po chwili bierze wędzisko. Znów kilkuminutowe naciąganie się i nagle żyłka pęka! Niestety przypon nie wytrzymał. Włoch jest rozczarowany ale chyba za mocno trzymał rybę. Oddaje mi wędkę. Wiążę się na nowo lecz już nie idę w „głowatkowe” miejsce. Na dzisiaj wystarczy. Łowiłem do końca treningu na początku miejscówki bez brań. Jak na jeden trening to chyba i tak za dużo.
PS
Antek obławiał do końca streamerem miejsca gdzie złowiłem głowacice. Podobno widział jeszcze dwukrotnie spławiające się duże ryby.

<< PowrótOceń artykuł >>

Autor Komentarz
Salmomaniak
Kurcze gdyby nie to zdjęcie....to napisałbym że kit pierwsza klasa...
Niewiarygodne...ale dla takich chwil sie żyje
Kazimierz Żertka
Tak... dla takich chwil warto żyć!
Gratuluję!...
Marek Jarecki
Ot i cała Orava... nieraz zamiast lipini na nimfę wyciągałem małe głowatki ok. 30-40 cm.
Piotr Rzepa
Wędkarz Polski Nr 10 (164) X 2004, str. 65, pan Lubomir Hużvik wspomina dzień nad Popradem: "Takiego amoku żerowania nie widziałem u głowacic nigdy wcześniej. Brały bez względu na rodzaj przynęty i sposób prowadzenia. Dosłownie na wszystko. Do piętnastej na odcinku trzech kilometrów złowiłem wtedy 23 głowacice. Największa miała wtedy około metra długości. Inni połowili mniej, ale każdy miał na koncie ponad 10 ryb. Wszystkie wypuściliśmy. Przez następne lata jeszcze tylko dwa razy udało mi się trafić na tak dobre żerowanie, ale już nigdy nie złowiłem naraz tak wielu głowacic. Przybyło wędkarzy, ubyło ryb, a i ja coraz rzadziej już o tym wspominam, bo wielu nie chce dać wiary tej opowieści."
Tomek Rusinek
Życzyć wszystkim takiego dnia jak Pański. Gdzie takie miejsce, w którym tyle wrażeń?
Wielkie słowa uznania dla Pana......
Ja nigdy nie miałem tyle szczęścia i nie trafiłem na ten wyjątkowy dzień.
Chociaż powiem szczerze, że słyszałem o takich wyjątkowych dniach w roku(2 albo 3) i jestem ciekaw dlaczego i od czego to zależy takie żerowanie.
Fajne przeżycie.
Marcin Paprocki
Piękna sprawa. Przyznam, że też miałem takie szczęście trzy lata temu. Trafiłem na "ten" dzień (pierwszy i jak dotąd ostatni raz). Złowiłem wtedy trzy sztuki w odstępach około 20 minut i oczywiście wróciły do wody. Amoku na powierzchni nie było widać ale pozwalały na bliskie podejście i brały niezwykle efektownie. Do Pana Huźwika dużo mi niestety brakuje. W jeden dzień złowić cztery razy więcej niż ja przez 11 lat – pogratulować należy.
Paweł Kinal
Można tylko pozazdrościć. Gratuluje i życzę podobnych wrażeń każdemu prawdziwemu wędkarzowi.
Tomasz Szczecina
Podzielę się z wszystkimi obserwacjami na temat głowacicy w naszych wodach..
Występuję ona w większośc w trzech polskich rzekach:Dunajcu,Popradzie i Sanie.Rzyczyłbym sobie i innym aby panowie odpowiedzialni za dwie pierwsze rzeki czyli PZW N.Sąćz wybrali sie nawet na koszt nas czyli wędkarzy na San.Proponuje tygodniowy wyjazd na tę piękną rzekę w celu obserwacjii jak powinno się zarządzać i gospodarowac tak specyficzną rzeką jak San,Dunajec czy poprad.Łowiłem na Sanie przez dwa tygodnie.Przez ten czas kontrolowano mnie ok 15 razy.Nawet gdy mnie juz znali i wiedzieli,ze nie zabieram ryb ze sobą(jedynie na fotkach)i tak za kazdym razem podchodzili i sprawdzali zawartosc plecaka.Przy tym pojawiali się zwykle znienacka(pełne zaskoczenie).Przez te dwa tygodnie nie spotkalem ani jednego kłusownika-nie mowie,ze ich nie ma...w klazdym razie napewno nie są tak liczni i tak bezczelnmi jak w okolicach N.Sącz.Jest mi prtzykro to mówić ale jestem mieszkańcem Nowego Sącza a wolę pojechac 200 km i miec pewnosc,ze złowię tę najpiękniejszą górską rybę nie narazając sie na kontakt z kłusolami(kontakt bezposredni takze).Prosze zapoznac sie z reguilaminem obowiązując\ym na Sanie.I porównac z "naszym".Na Dunajcu a w szczególności na Popradzie kontrole są tak sporadyczne,ze zastanawiam się czy one w ogóle są.Njaciekawsze jest to,ze w okresie gdy wolną łowić głowacicę da się jeszcze panów straznikow zauwazyc(głownie jezdzących samochodem....)Przez cały rok 2003 i 2004 bylem kontrolowany tylko raz(w Tylmanowej-bo tam straznicy nie musieli się przemęczac skradając sie do mnie tylko"czekali na mnie przy.....moim samochodzie.Mieli widac chłopaki duzo czasu.NA popradzie nie kontrolowano mnie ani raz!! Gdy zaczyna sie okres ochronny dla głowatki równoczesnie zaczyna się okres rzezi na niej przez kłusoli.Zarówno w dzien ale zwlaszcza w po zmierzchu i w nocy widac stojące auta(z przykroscią musze stwierdzic-dominują rejestracje krakowske i nowosadeckie)Mozna by powiedziec ze to grzybiarze...ale w nocy chyba grzybow się nie zbiera...Raz na Dunajcu przed Kroscienkiem wracając z ogniska po wędkowaniu(bylo juz prawie ciemno)spotkałem "wybitnego łowcę głowacic" (wąsatego) opisywanego w artykułach w jednym z miesięcznikow wędkarskich-ktory to wraz ze swymi kompanami...rozpoczynał wędkowanie.O dziwo po kilku miesiącach przeczytałem wspanialy artykuł o sposobach łowienia głowacic z przepięknymą głowatka w jego rękach.Wracając do sedna...Gdy juz panowie włodarze naszych wód wrócą z rekonesansu z Sanu moze w koncu usiądą w swoim zacnym gronie i przemyślą swoje działanie.Mam taką nadzieję bo za niedługo nad naszymi pięknymi Dunajcem i Popradem zostaną sami...plażowicze.Jetsem pzrekonany,ze jeden kurs strazy rybackiej po zmroku wzdłuż brzegu Popradu zaowocuje ujęciem conajmniej kilkunastu"łowców głowacic" (tych wybitnych również) a przynajmniej nie będą tak bezczelni...Jesli ktos jest ciekawy nazwiska tego"redaktorka"odsyłam do lektury artykułow o łososiowatych w ogólnopolskich miesięcznikach wędkarskich.Jego zdjęc jest tam mnówstwo(z głowacicami najwięcej)
T.SZ
Jeszcze jedno.
Prosze porównac ilość złowinych głowacic na Dunajcu i POpradzie w latach do r.2002 ze złowionymi po tym czasie.ZOatwię to bez komentarza.Ci co je łowią wiedzą o czym mówię.Pozdrawiam

Galeria zdjęć
Hatch Reels
Email:
Haslo:
Zaloguj automatycznie
przy kazdej wizycie:
Zaloz konto
Gorące dyskusje
Na Forum
Śladami Józefa
Jeleńskiego cz.III -
monitoring efektów

We wrześniu
przystąpiliśmy do
sprawdzenia
efektywności
zarybienia ikrą
troci.
Odłowiliśmy50m
odcinek
strumienia....
Propozycje na naszywkę Forum FF

 [tally] 7

 [tally] 5

 [tally] 10

 [tally] 12

 [tally] 81

 [tally] 10

 [tally] 1

 [tally] 4

 [tally] 19

 [tally] 8

 [tally] 19

 [tally] 93

 [tally] 24

 [tally] 6

 [tally] 7
głosów: 306 więcej >>
Copyright © flyfishing.pl 2002
wykonanie focus