f l y f i s h i n g . p l 2019.10.19
home | artykuły | forum | komis | galerie | katalog much | baza | guestbook | inne | sklep | szukaj
Bieżące informacje
Pstrąg i Lipień nr 42
KRÓLEWSKI PORADNIK WĘDKARSKI Z INDII Z XII W.

Jednym z najważniejszych źródeł do poznania dziejów wędkarstwa w świecie jest fragment induskiej księgi Manasollasa z XII w., w której jest opis połowu na wędkę, jako formy rozrywki. To źródło, pokrytę grubą warstwą historycznego kurzu i ukryte w trudnodostępnym oraz rzadko czytanym czasopiśmie w Europie, jest nieznane szerszemu kręgowi osób piszących o dziejach wędkarstwa, gdyż w żadnej ze znanych mi prac nie jest ono cytowane.
Wiadomości z łowiska
Mała Wisła 1
2017-05-10
Super woda do łowienia.
średni poziom, jętka około południa
Wiadomości z łowiska
San Zwierzyń-Hoczewka
2013-07-12
Warunki bardzo dobre
Wiadomości z łowiska
OS Dunajec
2014-08-12
warunki dobre ale nie idealne
Wiadomości z łowiska
Łowisko Pstrągowe Raba
2019-10-12
lekko podniesiona, czysta woda
Nasze wzory
Goddard Caddis
Wzory much
W katalogu FF
IMGW
Stan wód
Niezbędny każdemu wędkarzowi "na rozjazdach"
 
Flyfishing.pl
Łowiska:
Malše 6p – Květoňov

autor: Mikołaj Hassa, opublikowane 2004-08-02

W ostatnim opracowaniu dotyczącym łowisk Republiki Czeskiej przedstawiłem górny odcinek rzeki Malše, prawobrzeżnego dopływu Wełtawy. To opracowanie poświęcam natomiast jednemu z podrewirów rzeki Malše – zbiornikowi „Květoňov”
 
Malše 6p Květoňov - to nazwa siedmiohektarowego zalewu, który piętrzy wody potoku Kamenice – lewobrzeżnego dopływu rzeki Malše. Zalew ten jest wodą zaliczaną do kategorii „voda pstruchova” , jako że zarybiany jest on rybami łososiowatymi na czele z pstrągiem tęczowym. Pierwszy raz trafiłem nad ten zbiornik wraz z Andrzejem Zawadą w maju tego roku. Mimo, że wiedzieliśmy wcześniej o istnieniu tego zbiornika, nie przewidywaliśmy, że go odwiedzimy. Powodem wyjazdu do południowych Czech była przede wszystkim chęć poznania głównych rzek zachodniej Szumawy, jednak rozmowa telefoniczna z panem Křivancem zmieniła nasze plany i nastawienie. W ten sposób trafiliśmy właśnie tam.


Jadąc z miasteczka Kaplice na wschód, pośród łąk upstrzonych pastelem wiosny, dostrzegamy lustro migoczące w dolinie. Po skręceniu w gruntowy trakt szybko znajdujemy się nad sporym zbiornikiem. Za chwilę oczom naszym ukazuje się gablota z dokładnym opisem, regulaminem i mapą łowiska. Jesteśmy na miejscu.

Początkowo zapowiada się na deszcz. Kłębiaste chmury, przesuwające się od strony Szumawy jednak rozmywają się i pogoda ulega poprawie. Co chwilę powierzchnię wody marszczą podmuchy niepozornego wiatru. Zaczynamy dość ciężkimi zestawami, bowiem obaj mamy założone spore imitacje pijawek. Ja dodatkowo zakładam jeszcze dwie złotogłówki na skoczki. Wiatr czasem utrudnia rzuty.

Poznawanie zbiornika zaczynam od obłowienia obszaru wody pod zwisającymi gałęziami nadwodnej wierzby. Andrzej ustawia się z drugiej strony. Podajemy muchy rzutami rolowanymi ok. 8 – 10 m od brzegu. Następnie ściągamy je skokami, mocno podagresywniając ich ruch. Pierwsze branie mam dokładnie na wysokości podtopionego krzaka. Nie zapinam ryby, ale zwiększa to moją aktywność. Nie mija kilka minut, jak mam następne tajemnicze przytrzymanie. Błyskawicznie je zacinam i od razu spokojną taflę roztrzaskuje wyskok srebrnej torpedy i...koniec. Sprawdzam muchy, są wszystkie.

Tymczasem Andrzej spostrzega ryby wychodzące do owadów nieco dalej od brzegu, ale długimi rzutami jest w stanie tam trafić. Zakłada emergera i na efekt nie czeka długo. Po krótkiej chwili mam okazję zobaczyć jak wyciąga pierwszą rybę z nowego łowiska. Wysrebrzony i „dziki” tęczak walczy do ostatka. Za to wraca do wody. W tym samym momencie widzę wyraźne wyjście pod brzegiem. Ustawiam się do rzutu, a w tym samym czasie Andrzej zapina kolejną rybę. To też tęczak o podobnej wielkości.

Mnie szczęście tego dnia wyraźnie nie dopisuje. Mam jeszcze dwa brania, a do tego na koniec prawie czterdziestocentymetrowy, tęczowy dzikus wchodzi mi w zaczepy podczas końcowej fazy holu. Niestety tracę go z muchą...

Kolejny raz pojawiamy się nad zbiornikiem za dwa dni. Teraz pogoda jest pewna. Pełne słońce i wolno przesuwające się po niebie baranki zwiastują piękny dzień. Podobnie, jak ostatnio podjeżdżamy na niewielki parking usytuowany przy zaporze. Widzę, że nie jesteśmy sami, wszak to niedziela. Z drugiej strony zalewu zauważam kilku muszkarzy, natomiast na parkingu poznajemy przygotowującego pływadełko (gumove plavidlo) muszkarza z Budziejowic. Po zapoznaniu się i krótkiej rozmowie pokazuje nam swoje muchy. Jestem zaskoczony jego wielkimi pudełkami, a raczej skrzyniami pełnymi imitacji, które wyciąga z samochodu. Zresztą same przynęty wyglądają nie mniej efektownie, bo to, co tam zauważam naśladuje chyba wszystkich „reprezentantów” czeskiej fauny bezkręgowej i cały szereg innych much. Jak sam twierdzi „wszystko to muszki wybitnie jeziorowe” ale czego tam nie ma: są rzędy tęczakowych puchowców, duże muchy szczupakowe, zaraz obok arsenał złotogłówek w kilkunastu wielkościach (największe z nich miały chyba główki centymetrowej średnicy!!!). W innym pudle natomiast imitacje... chrabąszczy, os, szerszeni i kilkaset imitacji ochotek. Osy i szerszenie wykonane niezwykle dokładnie, wręcz... groźnie. Dosłownie mam wrażenie, że zaraz wylecą. Wędkarz ten ze sobą zabiera jednak niewielki procent imitacji. Za chwilę po trawiastym brzegu opuszcza się do wody. Będzie obławiał strefę przy zaporze.

Przyglądam się jezioru. Woda zupełnie inna, niż ostatnio. Jest spokojna, brak jakiegokolwiek falowania. Gdzieniegdzie widać kręgi spławiających się ryb. Wszystko jednak poza zasięgiem mojego rzutu.

Andrzej zakłada nimfy, ja montuję trochę solidniejszy zestaw – czarną pijawkę wraz ze złotogłówką. W odróżnieniu od poprzedniego dnia zakładam spodniobuty. Dziś będę łowić we wschodniej części zbiornika, gdzie jest płycej przez co można wejść kilka metrów w głąb. Andrzej jeszcze raz „zaliczy” wcześniej poznane miejsca. Na dzień dzisiejszy zaopatrzył się w kilkanaście wzorów emergerów. Ostatnio miał wyniki na tego typu muchy.

Każdy wchodzi do „swoich” miejsc i zaczynamy. Pierwsze kilkadziesiąt minut biczowania wody u mnie bezowocne. Ale w końcu mam pierwsze, silne pobicie. Zacięta ryba szybko się poddaje okazując się sporym...okoniem. Niestety dalsze obławianie tej części zalewu nie przynosi skutku. Zniecierpliwiony wychodzę z wody i postanawiam poznać miejsce, gdzie zbiornik jest zasilany dopływem rzeki Malše – potokiem Kamenice.

W miejscu, gdzie obecnie się znajduje, a także ze stanowiska Andrzeja nie widać ujścia rzeczki. Kształt i linia brzegowa tego stawu są urozmaicone.

Wychodzę z wody i trafiam na niewielką ścieżkę, prowadzącą wzdłuż brzegu. Idę nią. Po kilku minutach wchodzę w gęsty las, do tego brzegi zalewu robią się niespodziewanie strome. Pojawiają się skały. Miejsca prześliczne, ale nie ma mowy o łowieniu z brzegu. Docieram do stanowiska, gdzie jedna ze skał tworzy niewielką ambonę nad lustrem wody. Tu mam wspaniały widok na zalew i...stadko sporych krasnopiór, które wesoło przemykają przy powierzchni. Szybko wiążę red taga i łowię dwie. Reszta okazuję się sprytniejsza. Opuszczam to miejsce i idę dalej w kierunku ujścia rzeczki.

Dochodzę tam po kilku minutach. Miejsce wygląda bardzo efektownie. Bystry, usiany głazami górski potok wlewa się do zbiornika głęboką rynną, jednak sam wlot i dopływ są wyłączone z wędkowania. Informuje o tym tablica umieszczona na niewielkiej wysepce.

Przez chwilę w polaroidach staram się poznać konfigurację dna zbiornika poniżej tablicy. Spodziewam się dostrzec tęczaki stojące w strudze świeżej wody. Ale tak naprawdę, nie wiem jeszcze co zaraz mnie spotka. Za chwilę zdziwię się, dlaczego nie udało mi się dostrzec TEGO wcześniej...

Przystaję na niewielkim cyplu kilkanaście metrów poniżej tablicy i dostrzegam...KARPIE!!!. Przede mną obszerny „blat” wypłyconej niesionymi rzecznymi zawiesinami, nie głębszej niż metr wody, a w niej kilkadziesiąt wygrzewających się, tłustych lustrzeni. Stoję jak wryty, nie mogąc uwierzyć w ich zachowanie, wręcz lekceważenie mojej obecności. To jednak pozory. Niestety nie zauważam, że stoję na stosie świerkowych gałęzi, z których jedna nie wytrzymuje...

Ciche „trzask” na brzegu powoduje potężne TRACH!!! na dużym obszarze wody. W tym samym momencie echo ciężkiego słowa rozlega się wokół świerkowego zalewu. Jestem na siebie wściekły, bowiem po rybach zostają tylko kręgi na wodzie i kłęby podniesionego mułu.

Za chwilę jednak euforia. Ryby wróciły!!! Trudne to do uwierzenia, ale nie mija więcej niż pięć minut, jak spostrzegam, że kilka stad tłustych karpi znów beztrosko wygrzewa się przy powierzchni wody. Teraz zastygam w totalnym bezruchu. Po cichu klękam. Za chwilę jestem na czworakach. W tej śmiesznej, ale koniecznej tu pozycji zbliżam się do linii brzegowej. Analizuję swe możliwości. „Desant” zajmuje mi trochę czasu. Brzeg jest błotnisty, pełny trzaskających gałązek, a z tyłu ściana lasu. Trzeba profesjonalnie się ustawić bo tutejszy brzeg to istne pole minowe. W końcu udaje mi się dostać w zamierzone miejsce niemal bezszelestnie. Jestem blisko ryb. Na pewno mam je teraz w zasięgu rzutu. Oczywiście tylko roll cast wchodzi w rachubę. Za mną drzewa, nad głową gałęzie, wolna woda tylko z przodu. Cały czas obserwuję ryby. Karpie powoli się przemieszczają, czasem któryś z nich muśnie powierzchnię wody. Są aktywne.

Nadszedł czas na wybór muchy. W moim pudełku skromnie, przynajmniej, jeżeli chodzi o warunki jeziorowe. Ale coś tam mam. To, co postanawiam zawiązać przypomina larwę ochotki dość sporych rozmiarów. Jest to mucha, na którą łowiłem już kiedyś okonie. Oprócz tej imitacji nie zakładam niczego więcej. Postanawiam obserwować samą muchę bo w tych warunkach jest to możliwe.

Pierwsze kilka rzutów „dla treningu” wykonuję z dala od stojących stad. Czerwonawa mucha jest lekka, co jest jej dużą zaletą. Do wody wpada cicho i naturalnie opada na dno. Robię tak kilka rzutów i za chwilę podaję muchę nieopodal stada. Po rzucie ściągam ją w stronę ryb. A one powoli, ale stanowczo odpływają. Zmieniam ją na o wiele mniejszą i rzucam kilkanaście centymetrów od dalszej grupki...

Tego kilkunastometrowego odjazdu, połączonego z jazgotem kołowrotka długo nie zapomnę. W płytkiej wodzie doskonale widzę walczącą rybę, nie mogąc do końca uwierzyć, że na drugim końcu mojej muchówki jest karp. Do tego silny karp. Trochę czasu mija, zanim zgrabny golec trafia na brzeg i z powrotem do wody.

Kolejne kilka minut staram się namierzyć następne ryby, które na szczęście nie odpłynęły z płycizny. Teraz nieco na lewo od mojego stanowiska spostrzegam stadko nieco mniejszych karpi. Ryby ustawione są tak, że mogę im podać muchę klasycznym rzutem. Tak też robię i... Walczę z pełnołuskim. Jest mniejszy od poprzednika, ale broni się zacieklej.

Tak udaje mi się złowić jeszcze dwie ryby, po czym stadka przemieszczają się o wiele dalej brzegu. Kończę tu łowić i inną, leśną ścieżką wracam do Andrzeja. Łowi w tym samym miejscu, gdzie go zostawiłem. Tak jak i ja, nie żałuje swej decyzji. Na muchy zwane tu „pakomarami” złowił kilka tęczaków. Niedługo później kończymy wędkowanie. Zmusza nas do tego dalsza droga.


Zalew znajduje się ok. 30 km na południe od Czeskich Budziejowic. Aby do niego dotrzeć trzeba skierować się z Budziejowic do miasta Kaplice, skąd należy od głównej drogi skręcić w lewo, dalej kierując się na miejscowości Malonty i Jaroměř. Widząc wodę po prawej stronie, skręcamy. I to wszystko. W miasteczku Kaplice dobrym punktem orientacyjnym jest most na Malszy i hodowla ryb, które wyznaczają koniec miasta. Z tego miejsca do łowiska już niedaleko.


Łowisko należy do Jihoceskeho (południowoczeskiego) Kraju, zasady wykupywania zezwoleń są identyczne, jak w przypadku rzeki Malše, którą niedawno przedstawiłem na naszej stronie.

Tekst i fot. Mikołaj Hassa

Tablica informacyjna nad zalewem


Ranek nad Zalewem


Andrzej przy zaporze


Ja nad zalewem


<< PowrótOceń artykuł >>

Autor Komentarz
Bernatowitz
Kolejny Raz - Nie ma to jak łowienie w CZechach..!!!

Galeria zdjęć
Czapel
Email:
Haslo:
Zaloguj automatycznie
przy kazdej wizycie:
Zaloz konto
Gorące dyskusje
Na Forum
Śladami Józefa
Jeleńskiego cz.III -
monitoring efektów

We wrześniu
przystąpiliśmy do
sprawdzenia
efektywności
zarybienia ikrą
troci.
Odłowiliśmy50m
odcinek
strumienia....
Propozycje na naszywkę Forum FF

 [tally] 7

 [tally] 5

 [tally] 10

 [tally] 12

 [tally] 81

 [tally] 10

 [tally] 1

 [tally] 4

 [tally] 19

 [tally] 8

 [tally] 19

 [tally] 93

 [tally] 24

 [tally] 6

 [tally] 7
głosów: 306 więcej >>
Copyright © flyfishing.pl 2002
wykonanie focus