f l y f i s h i n g . p l 2019.07.22
home | artykuły | forum | komis | galerie | katalog much | baza | guestbook | inne | sklep | szukaj
Bieżące informacje
Pstrąg i Lipień nr 42
KRÓLEWSKI PORADNIK WĘDKARSKI Z INDII Z XII W.

Jednym z najważniejszych źródeł do poznania dziejów wędkarstwa w świecie jest fragment induskiej księgi Manasollasa z XII w., w której jest opis połowu na wędkę, jako formy rozrywki. To źródło, pokrytę grubą warstwą historycznego kurzu i ukryte w trudnodostępnym oraz rzadko czytanym czasopiśmie w Europie, jest nieznane szerszemu kręgowi osób piszących o dziejach wędkarstwa, gdyż w żadnej ze znanych mi prac nie jest ono cytowane.
Wiadomości z łowiska
Mała Wisła 1
2017-05-10
Super woda do łowienia.
średni poziom, jętka około południa
Wiadomości z łowiska
San Zwierzyń-Hoczewka
2013-07-12
Warunki bardzo dobre
Wiadomości z łowiska
OS Dunajec
2014-08-12
warunki dobre ale nie idealne
Wiadomości z łowiska
Łowisko Pstrągowe Raba
2019-07-08
bardzo niska, bardzo czysta woda, pod chmurką
Nasze wzory
Black&violet Spey
Wzory much
W katalogu FF
IMGW
Stan wód
Niezbędny każdemu wędkarzowi "na rozjazdach"
 
Flyfishing.pl
Reportaże:
Bezimiennaja Rieka - Taimyr 2002 Część IV

autor: Sławek Bobula, opublikowane 2002-09-20

Rano woda niższa o 30 cm i coraz bardziej przejrzysta. Biorą pierwsze lipienie. Ostatni dzień na rzece jest prawdziwie letni. Rano kilka przelotnych deszczy, a potem słońce i słońce. Niebo prawie bez chmur i temperatura dochodzi do osiemnastu stopni.
 
Woda błyskawicznie opada i po dwóch godzinach znowu jest krystaliczna. Po drodze łowimy sporo lipieni. Ale jakie! Trafiają się potężne sztuki. Mój największy mierzył 58 cm. Liosza oczywiście zawołał przez radio: Mamy "harjusa" 70 cm! Natychmiast poszła w eter reakcja Saszy: Niemożliwe! W tle mikrofonu słyszę nerwowe sapanie.... Ktoś się zdenerwował? I zaraz westchnienie ulgi, gdy sprostowaliśmy rozmiar.
Rzeka wcale nie zwalnia. Płynie ostro i co kilka kilometrów przechodzimy przez mocno rozhuśtane bystrza. Zmienia się charakter skał wokół. Znika wulkaniczny bazalt i pojawiają się warstwowo ułożone skały osadowe. Wyszliśmy z gór Putorana.
Ostatni postój na przekąskę. Las wokół gęsty i coraz bardziej bujny. O! Modrzewie się pokazały - woła Marek. A co rosło w górze rzeki? - pytam lekko wstrząśnięty. Jak to, co? Oczywiście sosny - mówi Marek, a mnie opadają ręce.
Ruszamy i kilka kilometrów dalej na prostym, głębokim odcinku zacinam coś większego. Lekki spinning wygięty w głęboki łuk. Tajmien? Podnoszę wędkę i piękna czerwona ryba skacze wysoko ponad wodę. Ma około sześć kilogramów. Odczepia się zaraz po skoku. Nic dziwnego. Malutka obrotówka (nr.3) i kotwiczka z zagiętymi zadziorami. Piękne pożegnanie z rzeką.
Trzy kilometry niżej dobijamy do brzegu. Obok starej aluminiowej motorówki suszą się sieci. Wita nas napis na burcie: "Zdies był Kola".
Koniec podróży. Stacja meteorologiczna Gorbiaczin. Wyciągamy wszystko na brzeg i wypuszczamy powietrze z pontonów. Partiami dźwigamy cały majdan sześćdziesiąt metrów w górę na grzbiet wysokiej skarpy. Stacja to dwa obszerne drewniane budynki i wysoka antena radiowa.
Poznajemy gospodarzy. Olga i Oleg. Oleg ma około czterdziestki i mieszka tu od sześciu lat. Olga jest młodsza i przyjechała dwa lata temu. Codziennie, co trzy godziny podają przez radio: temperatura, siła i kierunek wiatru, wilgotność, widoczność, pułap chmur i wielkość opadów deszczu lub śniegu.
Oleg uruchamia silnik generatora prądu, a my wieszamy wokół mokre ciuchy, aby wyschły. Potem rozpala ogień w bani. Za trzy godziny będzie gotowa. Siadamy w jednym z pustych pomieszczeń, ale jest tak duszno, że natychmiast wynosimy się na dwór. Temperatura plus 14 i wiatr, ale można odetchnąć świeżym powietrzem. Po kilku dniach spędzonych bez dachu nad głową, zawsze jest duszno i gorąco w czterech ścianach. Znam to. Pierwsza noc w hotelu po powrocie znad rzeki zawsze zaczynała się otwieraniem okien na oścież.
Obiad też jemy na zewnątrz. Tak jest przyjemniej. Rozmawiamy z gospodarzami. Najbliższa miejscowość to oddalony o 80 km Śnieżnogorsk. Nie ma tutaj żadnych dróg, nawet gruntowych. W lecie nigdzie nie jeżdżą, bo silnik od łodzi dawno zepsuty.... Są całkowicie odcięci od świata. Radio to jedyny kontakt. Ostatni helikopter lądował u nich dwa lata temu. Zaopatrzenie muszą sobie sami zorganizować. W zimie jest zupełnie inaczej. Kiedy spadnie pierwszy śnieg, mogą pojechać skuterem śnieżnym do miasta i do ludzi. Droga zajmuje od ośmiu do piętnastu godzin. Zaopatrzenie przywożą na doczepionych do skutera saniach. Przydziały paliwa do generatora są za małe. Po prostu dostali za duży silnik. Moc generatora wielokrotnie przekracza potrzeby, ale mniejszych nie było. Przydziały paliwa dają jak na mały silniczek, więc rzadko można włączyć..... Łowią ryby i trochę polują.
Zimą kilka razy odwiedzają ich przepędzający tędy stada Ewenkowie. Oleg robi dla nich noże. Ostrza z wyklepanej, stalowej blachy, a rękojeść i pochwa wystrugane z drewna. W zamian dostają od nich mięso. Uprawiają też odrobinę warzyw. Bób, koperek i nawet kartoszkę. Sadzone 28 czerwca trzeba zebrać przed 10 września. Kartofle są małe, ale smaczne.
Oglądamy miejscowe myszy na tajmienia. Są duże, dużo większe od naszych. Zbliżone rozmiarami do Lemminga.
Po południu idziemy do bani. Malutkie, wyłożone deskami pomieszczenie. W rogu żelazny, wypełniony kamieniami piecyk. Bardzo gorąco. Siadamy na drewnianej ławie. Trudno oddychać w takiej temperaturze. Skóra powoli pokrywa się potem. Po kilku minutach muszę pochylić głowę w dół. Niżej jest odrobinę chłodniej.
Uciekam chwiejnym krokiem do pokoiku obok. Tutaj też za ciepło. Wychodzę na korytarz i staje w otwartych drzwiach domu. Teraz dopiero powoli stygnę. Z powrotem do bani. Sasza mówi, że trzeba się rozgrzewać, co najmniej cztery razy. Okładamy się brzozowymi gałązkami. To przyśpiesza krążenie w skórze. Kiedy pot zaczyna zalewać oczy, szybki bieg na dwór. Dziesięć minut przerwy i powrót. Na koniec gruntowne mycie w lodowatej wodzie z rzeki i można się ubierać.
Nagle staje przede mną zalany krwią Marek. Jatka! Zalana krwią twarz i klatka piersiowa. Na podłodze rośnie kałuża krwi. Przemywamy zimną wodą głowę. Na szczycie głębokie rozcięcie długości dwóch centymetrów.. Zawadził głową o wystający z futryny gwóźdź. Liosza zakłada mu prowizoryczny opatrunek i zawiązuję wokół głowy. Robimy szybkie konsylium. Ja proponuję serię zastrzyków przeciwtężcowych i zszycie rany dratwą..... Potrzebna tylko igła...Zanim uzgodniliśmy szczegóły pacjent gdzieś ucieka i długo nie możemy go odnaleźć. W dzisiejszych czasach, ludzie nie mają za grosz poszanowania dla autorytetów.
Na kolację marynowane w soli z cukrem lipienie. W nocy śpimy stłoczeni w niewielkim pokoju. Duszno, gorąco i klaustrofobicznie - cywilizacja.
Rano skrupulatnie pakujemy wszystko do worków i zwijamy wędkarski sprzęt. Pogoda ładna i chmury są wysoko. Powinien po nas przylecieć...
Coś słychać daleko. Szum obracającego się śmigła?




Kilka dni wcześniej, nad rzeką pytałem Saszę: Co właściwie oznacza nazwa Gorbiaczin? Dla mnie brzmi jak nazwisko.
Odkrywcy?
Człowieka, który pierwszy ją opisał?
Nie wiem - odpowiedział Sasza. Po rosyjsku nie brzmi jak nazwisko.
Przed wyjazdem pytałem o to Olega....


Kiedy rosyjski kartograf przed wielu laty pytał o nazwy rzek i gór w tym rejonie, stary Ewenk powiedział mu, że rzeka nie ma nazwy.
Czy to możliwe? Nie wierzę. Rzeki i wyróżniające się wysokością i kształtem góry ZAWSZE mają swoje nazwy. Zdarzało się, że w odmętach historii znikały narody, a zostawały po nich nazwy rzek i gór. Dla badaczy lingwistów, zwykle są to najstarsze ślady językowe na ziemi.

Rzeka o długości prawie dwustu kilometrów, szlak wędrówek i brodów nie ma nazwy?
Przecież nawet niektóre z jej dopływów mają lokalne nazwy!
Co było w nazwie i w tej rzece, że stary nie chciał powiedzieć obcemu?
Biały nie pytał…
Może dla niego to tylko kreska na mapie i nic więcej?

Zapisał fonetycznie - po ewenkijsku - gorbi aczin.

BEZIMIENNAJA RIEKA.

Czy ktoś dzisiaj wie jak nazywa się naprawdę?

Miejscowych Ewenków i Dołganów już prawie nie ma. Dwie kilkuosobowe brygady wypasają jeszcze, gdzieś w górach ostatnie państwowe stada reniferów.... Siedemdziesiąt lat rusyfikacji, alkoholu i chorób przywleczonych przez białych zrobiło czystkę.

Czy wiedza ich dziadów się zachowała?
Chcą czy nie chcą o tym mówić?
Nie wiem.

Ale wiem, że tak już zostanie
na mapie
naprawdę
Bezimienna Rzeka…



.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


<< PowrótOceń artykuł >>

Galeria zdjęć
Hatch Reels
Email:
Haslo:
Zaloguj automatycznie
przy kazdej wizycie:
Zaloz konto
Gorące dyskusje
Na Forum
Renaelva 2019
Trzy minuty z naszej
tegorocznej
10-dniowej wyprawy
do Norwegii na rzekę
Renę. Łowiliśmy
głównie lipienie,
zarówno
Propozycje na naszywkę Forum FF

 [tally] 7

 [tally] 5

 [tally] 10

 [tally] 12

 [tally] 81

 [tally] 10

 [tally] 1

 [tally] 4

 [tally] 19

 [tally] 8

 [tally] 19

 [tally] 93

 [tally] 24

 [tally] 6

 [tally] 7
głosów: 306 więcej >>
Copyright © flyfishing.pl 2002
wykonanie focus