f l y f i s h i n g . p l 2019.07.22
home | artykuły | forum | komis | galerie | katalog much | baza | guestbook | inne | sklep | szukaj
Bieżące informacje
Pstrąg i Lipień nr 42
KRÓLEWSKI PORADNIK WĘDKARSKI Z INDII Z XII W.

Jednym z najważniejszych źródeł do poznania dziejów wędkarstwa w świecie jest fragment induskiej księgi Manasollasa z XII w., w której jest opis połowu na wędkę, jako formy rozrywki. To źródło, pokrytę grubą warstwą historycznego kurzu i ukryte w trudnodostępnym oraz rzadko czytanym czasopiśmie w Europie, jest nieznane szerszemu kręgowi osób piszących o dziejach wędkarstwa, gdyż w żadnej ze znanych mi prac nie jest ono cytowane.
Wiadomości z łowiska
Mała Wisła 1
2017-05-10
Super woda do łowienia.
średni poziom, jętka około południa
Wiadomości z łowiska
San Zwierzyń-Hoczewka
2013-07-12
Warunki bardzo dobre
Wiadomości z łowiska
OS Dunajec
2014-08-12
warunki dobre ale nie idealne
Wiadomości z łowiska
Łowisko Pstrągowe Raba
2019-07-08
bardzo niska, bardzo czysta woda, pod chmurką
Nasze wzory
Szara jętka
Wzory much
W katalogu FF
IMGW
Stan wód
Niezbędny każdemu wędkarzowi "na rozjazdach"
 
Flyfishing.pl
Łowiska:
Morawice - lekcja pokory

autor: Mikołaj Hassa, opublikowane 2003-12-05

Moravice (Morawica) jest największym dopływem Opavy. Podobnie, jak jej dłuższa siostra, wypływa z gór Hruby Jesenik (z południowej strony szczytu Vysoka hole –1464mnpm). Prawie na całej długości rzeka ta należy do wód „pstruhovych”.
 
Pierwszym wędkarsko dostępnym odcinkiem jest Moravice 7 i 8. To spory kawałek niepozornej jeszcze, ale bardzo dzikiej rzeki. Revir ten kończy się cofką jednego z największych i najgłębszych sztucznych zbiorników na Morawach – ( Slezska Harta i poniżej Kružberk) Po opuszczeniu tych zalewów zaczyna się zasadniczy odcinek rzeki. (Moravice 2, 3 i 4). Rzeka płynie tu w większości zalesionym korytem, niesamowicie przy tym meandrując. Jej dno w przeważającej części pokrywa ciemny łupek, skała dość charakterystyczna dla gór Nisky Jesenik. Ta geologia powoduje, że charakter i wygląd tej rzeki jest jedyny w swoim rodzaju. Woda jest krystalicznie czysta, a ryby niezwykle płochliwe.
Generalnie rzeka posiada naturalny charakter. Dopiero w okolicy miejscowości Hradek nad Moravici, oraz na odcinku przyujściowym rzeka nieco traci na dzikości przez pojawienie się w niej licznych umocnień kamiennych. Ale tutaj też jest wędkarsko atrakcyjną, bowiem regulacje te wykonane są z uwzględnieniem zasad ekologii.
Na wszystkich, górskich odcinkach Morawicy dominuje i licznie występuje pstrąg potokowy, towarzyszy mu pstrąg tęczowy oraz lipień.

Zanim pierwszy raz trafiłem na to łowisko, słyszałem o nim wiele, często wzajemnie wykluczających się opowieści. Właściwie wiedziałem tylko, że rzeka jest zupełnie czymś innym, niż te w których dotychczas wędkowałem. Po raz pierwszy nad Morawicą znalazłem się wraz z dwoma kolegami z Węgierskiej Górki - Andrzejem i Piotrem. Na wyprawę w jej dolinę wybraliśmy jeden z późnojesiennych dni.

Gdy wczesnym rankiem owego dnia spotkaliśmy się w umówionym miejscu w Ustroniu, piękne wstające zza gór słońce i wyraźnie rosnąca temperatura zapowiadały kolejny dzień „babiego lata”. Jednak już kilkanaście kilometrów po przekroczeniu czeskiej granicy wjechaliśmy w zamglone obszary. Dojeżdżając do przedmieść Ostravy, stwierdziliśmy, że mgła wyraźnie gęstnieje, co czasem powoduje nam utrudnienia w jeździe.

W końcu Opava. Zamglone i uśpione jeszcze miasto przemierzamy bardzo szybko. W Hradku nad Moravici skręcamy w prawo, przecinamy rzekę i teraz już wąską drogą, niestety przy zerowej widoczności jedziemy do pierwszego celu. To Melč, mała miejscowość wciśnięta pomiędzy wzgórza Niskiego Jesenika. Melč uzyskujemy po kilkunastu minutach i tutaj czeka nas końcowy etap podróży do wioski Janske Koupele. Według mapy, tam spotkamy się z najpiękniejszym odcinkiem rzeki.

Wyjeżdżając z Melča, zauważamy, że pozorna równina jest płaskim szczytem rozległego wzgórza, którego stok nagle zaczyna stromo opadać w dolinę rzeki. Jeszcze przed chwilą polna, wiodąca wśród rzędów skarłowaciałych drzewek, droga nagle staje się typowo wysokogórskim traktem. Za chwile pojawia się gęsty bór. Zjeżdżając na dół zauważamy też niespodziewane zniknięcie mgły. Według mapy zaraz dołączymy się do większej szosy, a ona zaprowadzi już nas na właściwe miejsce. Istotnie tak jest. Skręcamy w prawo i już czuję ten znajomy i miły przypływ adrenaliny. Zgodnie wszyscy stwierdzamy, że za chwilę ukaże nam się most. Jedziemy jeszcze parę minut i nagle nasza szosa niepokojąco zaczyna się wznosić. Po kolejnym z wielu ostrych zakrętów ponownie wita nas mglista kurtyna. Wygląda niczym ściana, w której nieprzejrzaną czeluść wbijamy się nie wiedząc jeszcze jakie zdziwienie za moment nas spotka. Andrzej zwalnia do optymalnej jak na te ciężkie warunki prędkości i wtem z przodu zauważam niepozorną tabliczkę z widzianym już dziś napisem: Melč. Piękne koło.

W akompaniamencie kilku barwnych słów niezadowolenia z zaistniałego faktu, zgodnie (na szczęście!) dochodzimy błędu. Winimy starą mapę, za co każdy trochę ją miętoli. Emocje uchodzą jednak szybko i już po chwili mkniemy w drugą stronę. Z ulgą wyjeżdżamy z mglistej otchłani i na skrzyżowaniu wybieramy już właściwą drogę. Parę minut później mamy upragniony MOST!!! Zatrzymujemy się.

Szybko wybiegamy z auta, aby zobaczyć TO COŚ, z czym przyjdzie nam się dziś mierzyć. To revir Moravice 4, według wykazu łowisk, dość krótki, kilkukilometrowy odcinek.

Jest urocza, Ale jakże inna. Spokojne, niczym lustrzane tafle płanie przegradzają krótkie bystrza, po ciemnym dnie. W nurcie widać warkocze roślinności, która bajecznie faluje, ożywiając przy tym ołowianej barwy rzekę. Nachylam się bardziej i w momencie widzę błyskawiczne „odbicie” jakiejś ryby od mostowej podpory. Chyba był to pstrąg.

Decydujemy się zjechać nieco w dół rzeki, przy której zauważamy wąską drogę. Tak robimy. Droga prowadzi kilkaset metrów zboczem doliny, w końcu trafiamy na niewielką łączkę w sąsiedztwie kilku zabudowań. To ośrodek wypoczynkowy.

Schodzimy do rzeki, która w tym miejscu sprawia wrażenie jakby nie płynęła. Jednak głośny szum, niosący się z oddali zdradza nam obecność dużego spiętrzenia. Kilka minut stoimy nad nieznaną wodą, nie wiedząc za bardzo, na co się zdecydować. Rzeka robi wrażenie martwej. Paręnaście metrów powyżej nas lekkie załamanie dna nieco przyspiesza rzeczny nurt. Idziemy tam z Andrzejem, Piotr zostawia nas, idąc w dół.

W krystalicznie czystej wodzie widzę dokładnie konfigurację dna i zatopione elementy. Zauważam też, że dno rzeki wyraźnie opada pod przeciwległy, stromy brzeg, tworząc tam głęboką rynnę. Zostaję w tym miejscu z Andrzejem, który za chwilę nie może powstrzymać słów podziwu. Trzęsącą się ręką wskazuje mi coś, co przed chwilą jeszcze umknęło mojej uwadze.

W odległości około pięciu metrów od nas stoi na płyciźnie prawie półmetrowy kardynał, sprawiający wrażenie nie tyle zaciekawionego, co rozbawionego naszą obecnością. Tkwię na brzegu jak wryty, nie mogąc do końca uwierzyć w to, co widzę. Podobne odczucia ma kolega, który będąc lepiej ustawionym ode mnie, chyba szybciej wraca do zmysłów i postanawia Mu podać

Robi to podręcznikowo. Nimfa, mimo, że bardzo niepozornej wielkości na tle czarnego dna rzeki jest doskonale widoczna. Widzi ją też On, na co reaguje lekkim wychyleniem swej muskularnej sylwetki w celu...umożliwienia przynętom kolegi bezkolizyjnego spływu. I tak ze cztery, może pięć razy, po czym lipień stwierdza, że ma już dość tej zabawy. Powoli odsuwa się od nas w kierunku głębokiej rynny i tyle go widzimy.

Teraz z Andrzejem postanawiamy się rozdzielić. On idzie w górę, ja zostaję, aby obłowić głęboki obszar wody przy drugim brzegu. Robię to, naiwnie myśląc o wielkim lipieniu, jednak poza soczyście zieloną kępą włosienicznika, nic innego w tej miejscówce nie udaje mi się złowić. Kolejny raz dokładnie przyglądam się powierzchni wody, na której udaje mi się namierzyć kilka spływających, niepozornych popielatek. Po chwili widzę ich jeszcze więcej, ale brak jakichkolwiek oznak powierzchniowego żerowania nie zachęca mnie do przezbrojenia zestawu. Po serii dalszych bezskutecznych rzutów, nagle słyszę chlupot powyżej mojego stanowiska. Odwracam się i widzę Andrzeja zmagającego się z jego pierwszym morawickim lipieniem. Wychodzę z wody i chwilę myślę, żeby też podejść do góry, ale kuszący szum wody w dole rzeki i zwężające się ściany doliny powodują, że idę jednak w dół.

Docieram tam wąską ścieżką prowadzącą pośród iglastego młodnika. Tu Morawica prezentuje się zupełnie inaczej. Węższa o połowę, z głośnym hukiem przewala się po luźno rzuconych w nią głazach. Tu od razu lokalizuję cały system miejscówek. Wchodząc do wody zauważam Piotra. Łowi kilkadziesiąt metrów niżej, gdzie rzeka znów się uspokaja. Ustawiam się przy jednym z wielu tu wlotów i zaczynam. Dosłownie w drugim rzucie mam mocny strzał, sekundę później mierzę swe siły z niewiadomą, ale na pewno moją pierwszą z tego łowiska, rybą. Po chwili pierwszy, żółtawy błysk na tle ciemnej toni zdradza mojego przeciwnika. To pstrąg. Zapiętego na bezzadziorowym haku, zgrabnego trzydziestaka odpinam bez dotykania ręką. Kolejny rzut w ten sam dołek kończy się identycznie jak poprzedni, a podobnych rozmiarów ryba także bardzo szybko zostaje uwolniona. Przesuwam się nieco w dół mając teraz przed sobą typową lipieniówkę. W tym miejscu dno głęboczka podnosi się, a rzeka rozszerza. Teraz łowię tak, aby muchy spływały pomiędzy warkoczami licznych tu włosieniczników.

Za moment zapinam tęczaka. Po takim samym, jak poprzednie braniu mam wspaniały odjazd pod prąd rzeki następnie ryba popisuje się serią wyskoków. Wydaje mi się, że podczas tej walki chce spędzić większość czasu w powietrzu, niż w wodzie. Nie pozwalam tęczakowi, aby podczas tego holu spłynął poniżej mnie, ale on na szczęście nie wpada na taki pomysł. To powoduje kapitulację dzikiego tęczaka, bo po płetwach i kondycji wyraźnie widać, że do rzeki ryba ta trafiła już dawno temu.

A po spotkaniu ze mną trafia ponownie.

W tej miejscówce mam jeszcze parę kontaktów z mniejszymi pstrągami (w tym spinam jeszcze jednego tęczaka) i postanawiam sprawdzić, co Morawica ma do zaoferowania poniżej. Teraz idę lewym brzegiem ponownie uspokajającej i rozszerzającej się rzeki. Po kilku minutach spotykam się z Piotrem, który obławia miejscówki suchą muchą idąc pod prąd wody. Mówi, że złapał kilka lipieni, ale wyjścia są niestety nieliczne. Nie chcąc przeszkadzać koledze, brnę dalej w dół rzeki, dochodząc do kolejnego bystrza. Zbliżam się do wody, aby przyjrzeć się jej powierzchni i w tym momencie widzę kilkanaście uciekających w górę rzeki ryb. Znowu chwila refleksji, z nutką złości na samego siebie...

Ale do następnego miejsca podchodzę już sprytniej. W efekcie ustawiam się tak, aby bezpieczna odległość dzieliła mnie od nadzwyczajnie czujnych mieszkańców Morawicy. W końcu na wypłyceniu spostrzegam jednego, wyżej kilka następnych. Lipienie wspaniale kontrastują z ciemnym dnem. Podczas dzisiejszej, wszędobylskiej szarugi aż rażą pastelowymi kolorami. Tu bez problemów udaje mi się podać maleńką popielatą jęteczkę dokładnie dwa metry przed jedną ze stojących ryb. Głośne wyjście i Jest!!! Dokładnie widzę teraz tą magię kolorowych przebłysków pośród burej wody. Lipień, jakby zazdroszcząc wigoru poprzednio zaciętemu tęczakowi popisuje się kilkoma bezgłośnymi wyskokami ponad powierzchnię wody. Po doprowadzeniu ryby pod swój brzeg, opuszczam się do niej po niewysokiej, ale dość stromej skarpce. Tam ją odpinam i wypuszczam. Już chcę wyjść, myśląc, że miejsce to już spalone i nagle charakterystyczne bulknięcie zdradza rybę, dosłownie półtora metra ode mnie. Nieruchomieję i od razu spostrzegam żerującego lipienia, który nic nie robi sobie z mojej obecności. Bardzo powoli opuszczam mu przed pysk moją nawet nie wysuszoną muszkę, a on zachowuje się tak, jakby tylko na to czekał. Naiwne branie kontruję pewnie...

W końcu reszta lipieni z tej końcówki płani orientuje się, że ktoś zakłóca ich spokój. Robią tak, że pozostaje mi tylko iść dalej. I znów załamanie nurtu, bystrza, głazy. A poniżej płań i jeszcze ostrożniejsze ryby...Prawdziwa lekcja pokory.


Wtem gęsty półmrok ogarnia mnie i całą gęsto zalesioną dolinę rzeki. Czyżby mgła spod Melča znowu przypomniała sobie o nas? Nie, to już nie mgła. Listopadowe dni są krótkie, na dziś to już koniec wędkowania w tej rzece. Wychodząc z ostatniego usłanego powalonymi drzewami przelewu, spotykam Andrzeja i Piotra. Też mają o czym opowiadać. Bagnistą dróżką wychodzimy na rozległą łąkę, do auta jeszcze tylko pół godziny marszu...

Tekst i fot. Mikołaj Hassa

Hruby Jesenik - tu bierze początek Morawica


Tu miałem tęczaki


Morawice - Pierwsze spojrzenie na rzekę


Płań


Morawice 4 - Poniżej mostu


<< PowrótOceń artykuł >>

Autor Komentarz
Wiktor Trzaska
Czytałem z zapartym tchem. Mam nadzieję że kiedyś przeżyję takie emocje.
Niestety dopiero próbuję się uczyć "muchowania". To technika która jest moim celem - teraz spinninguję.
Bogdan
Serwusik....
Czyta sie fajnie.No ale malo konkretow ile taka przyjemnosc kosztuje.Jak?gdzie zalatwic licencje-pozwolenie.
Prosze podac krok po kroku jak to sie latwi....pozwolenia.Mysle ze wielu z nas chetnie by z tych wiadomosci skorzystalo.
pozdrowka
Dariusz Kiełtyka
Cześć,
Mam wielką prośbę o informacje na temat warunków łowienia w Czechach. Czy obcokrajowcy muszą wyrabiać coś w rodzaju naszej karty wędkarskiej czy też wystarczająca jest okresowa opłata?
Pozdrowienia.
Darek
mobileman@poczta.fm
andrzej
a ja MIKOŁAJOWI wszystkiego najlepszego z okazji- no pomyslmy ano MIKOŁAJA niech ten artykuł będzie pewnym prezentem na Mikołajki.
Wacław Santarius
Vandraku dzięki tobie jestem znowu nad Morawicą , oglądam przepiękne krajobrazy i "śmigam" swoją muchóweczką po jej bystrych, pełnych lipanków i pstrużków wodach.
Bogdan
Witam ponownie.....
Wiec jak Mikolaj? niczego sie nie dowiemy.....czyzby Mikolaj .sw upil sie?
Jesli to co napisales jest POWIESCIA
powinienes zaznaczyc ze tak jest.
Sorki ze tak uszczypliwie pisze.
Chyba nie jednego krew zalewa jesli nie ma odpowiedzi na KOMENTARZ o ktory
zabiegasz.
Ale nadal jestem bardzo duzym i naiwnym OPTYMISTA......
MILEGO DNIA
mikołąj Hassa
Dzięki za komentarze, nawet za uszczypliwe, przecież takie też muszą być. Rzeczywiście tych najważniejszych konkretów nie podałem, ale już się poprawiam. Aby łowić w Czechach należy wykupć tzw. statni rybarski listek. do niego wykupuje się zasadniczą povolenkę. Najlepiej zgłosić się do Ostrawy, na ul Jahnovą 14. tam jest siedziba okręgu morawskoslezkiego a od granicz blisko pozdr.
Honza
Kásnější je Moravice 2.
Jinak Vás zdravím z Czech republik
robert kuzniewski
piekne opisy ,ja z checiom odwiedzil czeskie wody tylko niewiem gdzie sie wybrac?

Galeria zdjęć
Kiełżyki
Email:
Haslo:
Zaloguj automatycznie
przy kazdej wizycie:
Zaloz konto
Gorące dyskusje
Na Forum
Renaelva 2019
Trzy minuty z naszej
tegorocznej
10-dniowej wyprawy
do Norwegii na rzekę
Renę. Łowiliśmy
głównie lipienie,
zarówno
Propozycje na naszywkę Forum FF

 [tally] 7

 [tally] 5

 [tally] 10

 [tally] 12

 [tally] 81

 [tally] 10

 [tally] 1

 [tally] 4

 [tally] 19

 [tally] 8

 [tally] 19

 [tally] 93

 [tally] 24

 [tally] 6

 [tally] 7
głosów: 306 więcej >>
Copyright © flyfishing.pl 2002
wykonanie focus