f l y f i s h i n g . p l 2019.07.17
home | artykuły | forum | komis | galerie | katalog much | baza | guestbook | inne | sklep | szukaj
Bieżące informacje
Pstrąg i Lipień nr 42
KRÓLEWSKI PORADNIK WĘDKARSKI Z INDII Z XII W.

Jednym z najważniejszych źródeł do poznania dziejów wędkarstwa w świecie jest fragment induskiej księgi Manasollasa z XII w., w której jest opis połowu na wędkę, jako formy rozrywki. To źródło, pokrytę grubą warstwą historycznego kurzu i ukryte w trudnodostępnym oraz rzadko czytanym czasopiśmie w Europie, jest nieznane szerszemu kręgowi osób piszących o dziejach wędkarstwa, gdyż w żadnej ze znanych mi prac nie jest ono cytowane.
Wiadomości z łowiska
Mała Wisła 1
2017-05-10
Super woda do łowienia.
średni poziom, jętka około południa
Wiadomości z łowiska
San Zwierzyń-Hoczewka
2013-07-12
Warunki bardzo dobre
Wiadomości z łowiska
OS Dunajec
2014-08-12
warunki dobre ale nie idealne
Wiadomości z łowiska
Łowisko Pstrągowe Raba
2019-07-08
bardzo niska, bardzo czysta woda, pod chmurką
Nasze wzory
Black&violet Spey
Wzory much
W katalogu FF
IMGW
Stan wód
Niezbędny każdemu wędkarzowi "na rozjazdach"
 
Flyfishing.pl
Reportaże:
Łotwa 2000

autor: Bogdan Dresler, opublikowane 2002-07-15

Gdzieś w październiku dzwoni do mnie mój przyjaciel-wędkarz z Łotwy- Egons i opowiada niestworzone historie o wielkich łososiach wchodzących na tarło do tamtejszych rzek- Daugawy, Gauji a szczególnie Salacy, która jest najmniejsza z nich i najłatwiej tam go można złowić.
 
Wiedząc, że co rok na początku listopada jeżdżę do Rygi na kilka dni na urodziny innego przyjaciela, zaprosza mnie "na łososia". Co prawda sezon na Łotwie na łososia i troć wędrowną trwa od 15.04. do 15.09. (do wiadomości naszych "działaczy") ale będąc bardzo czynnym działaczem tamtejszego związku wędkarskiego i jednocześnie sędzią wędkarskim klasy krajowej oraz mistrzem Łotwy w spinningu i castingu oraz oficjalnym rekordzistą Łotwy w troci i łososiu złowionych na wędkę, nie ma dla niego problemu załatwienie specjalnej licencji dla zagranicznego gościa na dwa dni. Warunki: łowimy od 8.00-16.00, wszystkie ryby wypuszczamy, nie brodzimy (bezpieczeństwo- woda podniesiona i jest grząsko, bo łąki przybrzeżne zalane- na wiosnę utonął tam wędkarz).
O łososiach łotewskich słyszałem trochę. Te introdukowane do naszych rzek pomorskich pochodzą właśnie z Daugawy.

A te naprawdę duże zobaczyłem dopiero na miejscu w łotewskim miesięczniku wędkarskim "Copes lietas"- samiec 26 kg odebrany kłusownikom tej jesieni , samiec 32 kg złowiony nieregulaminowo , samiec 38 kg złowiony nieregulaminowo (foto lv6- dolny rząd po prawej). Obu wędkarzy ukarano wysokimi karami i wydalono ze związku ponieważ złowili je poza sezonem. Nie mogli się oprzeć pokusie żeby się publicznie pochwalić
Na Łotwie jest bardzo ciekawy system regulacji połowów łososia i troci (z pstrągiem i lipieniem jest prościej):
- drogie licencje sprzedaje się tylko na dwa odcinki specjalne- ok. 1 km przed zaporą w Kegums na Daugawie oraz ok. 1,5 km między dwoma ostatnimi mostami na Salacy (północna Łotwa),
- pozostałe odcinki tych rzek oraz cała Gauja to mateczniki,
- ponieważ sezon trwa 5 miesięcy a można łowić raz w tygodniu każdy członek związku może kupić max 20 licencji, z których musi się dokładnie rozliczyć,
- licencje są imienne i na konkretny tydzień, nie można ich odstępować, jeżeli w danym tygodniu nie łowimy licencja przepada,
- można zabrać nieznaczone 2 sztuki tygodniowo o wymiarach 50 cm-90 cm, ryby znaczone obrączkami w płetwie grzbietowej trzeba po przepisaniu oznaczenia do licencji bezwarunkowo wypuścić bez względu na wymiar, rybę powyżej 90 cm trzeba opisać i zgłosić ten fakt,

oficjalnie do rekordu uznaje się rybę potwierdzoną zdjęciem i podpisem dwóch świadków ale tylko takich, którzy właśnie w tym czasie łowią na tym odcinku i oczywiście posiadają licencje (może właśnie dlatego rekordy Łotwy Egonsa wyglądają tak mizernie przy rekordach Polski, gdzie zdjęcie rybie robi się na tle drzwi od kibla po dwóch dniach przechowywania w lodówce a świadkiem połowu jest sklepowa w pobliskim GS); rekordy Egonsa- łosoś 8,375 kg- 04.2000. , troć 7,760 kg- 04.1999.
Chyba za dużo wstępu.
Jedziemy na Salace we trzech: Egons, ja i Valdis i tylko na jeden dzień. Mogę jechać na drugi dzień sam ale nie chcę mi się. Od Rygi jest 100 km, wieje straszny wiatr od morza i jest ok. +3-4 stopni. Łowimy na Salace ok. 2 km od jej ujścia do Bałtyku na wyżej opisanym odcinku specjalnym. Cieszę się, bo znam ten odcinek- byłem tam z Egonsem 1 maja 1999 r. na trociach. Moje wyniki po jednym dniu: 3 srebrniaki- 66 cm, 51 cm i 35 cm. Moje wyniki po trzech wyjazdach na trocie na polskie Pomorze (29-30.09.1998, 02-03.01.1999, 01-03.2000): 2 kelty 62 cm i 42 cm. Porównanie?

Zaczynamy o godz.9.00 pamiątkowym zdjęciem z Egonsem.(foto 1). O muchówce nie ma mowy (naprawdę próbowałem!). Silny wiatr od morza, 3 metry od brzegu grzęźnie się po kolana w breji- zalane przybrzeżne łąki, bardzo silny uciąg i szerokość rzeki 60-70 m. Technika bardzo wyrafinowana: idziemy prawym brzegiem w dół od mostu do mostu i "młócimy" wodę czym popadnie ciężkim, żeby rzucić jak najdalej. Ja używam 30-40 g srebrnych podłużnych wahadłówek coś na kształt "Steelhead" lub "Salmon" Daiwy. Sprawdziły mi się w tamtym roku. Rwałem tego dużo bo zaczepów mnóstwo, używam więc plecionki 0,25 mm (test 20,5 kg). Ok.10.00 jest pierwszy srebrniak 62 cm. Zdjęcie i do wody.. Ok.11.00 jest następny coś koło 35 cm z obrączką w płetwie grzbietowej. Egons przepisuje oznaczenia, zdjęcie i do wody.(foto lv3). Ok.12.00 zaczepiam przynętą o "pociąg" pędzący w kierunku morza z równą prędkością 3m/sek po równym torze. Porównałem to do "pociągu" tajmieniowego, który pędzi wolniej ale szarpie tak jakby jechał po nierównym torze i jeszcze silnik pracuje nierówno (spytajcie Maćka Wilka). Po minucie szpula jest prawie pusta więc zaczynam biec za pociągiem i trochę nadrabiam bo on zwalnia. Po 40-50 metrach napotykam nadbrzeżne 3-metrowe krzaki i podnoszę wędkę wysoko żeby plecionka je ominęła. Staję jedną nogą niefortunnie i grzęźnie ona w breji. Jestem rozpędzony i wpadam po uszy do wody. Mój kapelusz odpływa a wędka wylatuje mi z rąk w krzaki. Nadbiega Valdis a ja nie mogę wyjść z błota. Krzyczę, żeby łapał wędkę. Wyciąga wędkę z krzaków a na jej końcu dynda resztka poszarpanej plecionki. Koniec przygody. Przez godzinę nie łowię, nie mogę dojść do siebie. Wracam do samochodu przebrać się w suche rzeczy i wypić rakiję, której resztka została mi w piersiówce po ostatnim wyjeździe do Bośni. Trzęsę się cały z zimna i z wrażenia. Na Łotyszach epizod ten wywiera średnie wrażenie. Uprzedzali mnie, że w Salace są ogromne łososie. Twierdzą, że jestem źle przygotowany emocjonalnie na łotewskie łososie- więcej zimnej krwi, grubsza plecionka i więcej dystansu. Będzie następna. Te jesienne łososie są co prawda mocniejsze niż wiosenne potarłowe ale za to trudniej je zmusić do ataku- przecież nie pobierają pokarmu i trzeba ogromnego trafu, żeby w tak dużej rzece przy podniesionej, zmąconej wodzie trafić rybie przynętą pod sam pysk i sprowokować ją do ataku. "Przyjeżdżaj na tydzień przed rozpoczęciem sezonu, załatwimy licencje, rzeka jest jeszcze pusta od wędkarzy ale już pełna ryb- ręce ci odpadną z bólu"- mówią. Jasne, że przyjmuję zaproszenie! Mam już nawet kumpla który ze mną pojedzie!

Zakładam szpulę z plecionką, którą dostałem od Maćka na Sachalinie. Podobno wytrzyma 30 kg. Wracam do "młócenia" i przez dwie godziny nic. Zaczyna się ściemniać. Jest już chyba koło 16.00. Znowu rusza "pociąg" ale jakby wolniej! Przez ułamek sekundy przelatują mi myśli: 100 m w dół i w górę nie ma krzaków, nie zbliżać się do wody, plecionka w porządku, buty na protektorze, jest ciemno więc tylko hol siłowy- bez przebaczenia!, wołam Egonsa, przybiega z jakąś latareczką o zasięgu1 metra i kończacą się baterią, przykręcam hamulec, wszystko trzeszczy i piszczy, nic nie widzę, każę sobie świecić na kołowrotek, raz plecionki jest mniej raz więcej ale powoli przybywa, ryba nie słabnie, nie wiem ile to trwa, słyszę wreszcie jak się przewala niedaleko, wyślizguję ją na brzeg dopiero wtedy zupełnie się uspokaja. Na zegarku jest 16.35 a więc walka trwała 15-20 minut! Brakuje mi miarki, Valdis przynosi z auta wagę pamiętającą jeszcze czasy zbierania w szkołach makulatury (i chyba do tego służy). Mierzenie, ważenie, zdjęcia (na 15 zrobionych wychodzą 2- jest ciemno, nie widzą gdzie pstrykają). Wreszcie wymęczona samica trafia do wody. Wyniki: 98 cm i 11,1 kg! Jestem szczęśliwy a Egons twierdzi, że mam "farta"!

tekst i zdjęcia: Bogdan Dresler



razem


32KG!!!


rekord Egonsa


trofeum


rzeka


największa


<< PowrótOceń artykuł >>

Galeria zdjęć
Kiełżyki
Email:
Haslo:
Zaloguj automatycznie
przy kazdej wizycie:
Zaloz konto
Gorące dyskusje
Na Forum
Renaelva 2019
Trzy minuty z naszej
tegorocznej
10-dniowej wyprawy
do Norwegii na rzekę
Renę. Łowiliśmy
głównie lipienie,
zarówno
Propozycje na naszywkę Forum FF

 [tally] 7

 [tally] 5

 [tally] 10

 [tally] 12

 [tally] 81

 [tally] 10

 [tally] 1

 [tally] 4

 [tally] 19

 [tally] 8

 [tally] 19

 [tally] 93

 [tally] 24

 [tally] 6

 [tally] 7
głosów: 306 więcej >>
Copyright © flyfishing.pl 2002
wykonanie focus