| |
Sezon pstrągowy zakończony. Dla mnie osobiście bardzo udany.
Wczoraj zakończenie miało miejsce na Os Dunajec. Woda masakrycznie niska. Na
zbiorniku również. Albo się przygotowują do wielkich opadów albo jeszcze coś. Niewiadomo.
I przy tej okazji trzy refleksje, podziękowania i sugestie.
1. Dla chłopaków, którzy spali koło nas w pokoju u Marysi, Marcin z kolegą z Krakowa
wielkie podziękowania za udostępnienie miejsca do łowienia w Kłodnem insider rozmowę
nad wodą. Bardzo dziękuję bo chciałem pokazać synowi tę miejscówkę i chłopaki odstąpili
miejsce idąc na śniadanie. Super i dzięki raz jeszcze.
2. Propozycja nowej dyscypliny. Rzut ciężką mucha, kaskiem na odległość żyłką. W
zasadzie wszyscy rzucali ile pary w wędce i rękach. I podejrzewam, że gdyby sprawdzić
ilość metrów tych przyponie to by się okazało, że tam jest grubo więcej niż wymaga
regulamin.
Nikt w zasadzie linki nie używał.
3. Godz. Po 15.00 powyżej kładki przed 1 murem oporowym. Z dalej patrzę jakiś gość holuje
dużego pstrąga. Ledwo mu idzie. W końcu podebrał. I teraz… ciągnie tą biedną rybę przez
pół Dunajca. W tym podbieraku. Wychodzi na brzeg, ryba na kamieniach. 24 stopnie na
zewnątrz. Ryba leży, gość ustawia aparat, sesja. No bo jak inaczej. Nie miałem jak tam
podejść. Za daleko.
Ale jeśli to czytasz i wiesz, że to Ty, to jesteś skończonym debilem.
Kurwa, jak można tak robić. Wlec te ryba dla zdjęcia? Nie można jej było odhaczyć w
wodzie, w podbieraku i wypuścić czym prędzej? Naprawdę? Wielki muszkarzu z dupy?
Ta fota gdzieś wyjdzie na fejsie. Na bank. I to Ty będziesz tym głąbem.
4. I na koniec. Nie wiem czy tak zawsze było ale było goście, którzy stali w miejscówkach po
2 godziny. Jak czaple polujące na jedną rybę. Stali i rzucali kaskami. W jedno miejsce.
Świat muszkarstwa schodzi na psy przez takich ludzi. Stary, siwy łeb w nowoczesnych
ubiorach bez kompletnej klasy. Jak czapka… przed kładką w Krościenku…
|