| |
Ja się temu wcale nie dziwię, skoro 51% społeczeństwa uznaje łamanie prawa, chuligaństwo, kradzież,
sutenerstwo itp. za wzorzec społeczny godny poparcia i naśladowania. Nie dziwmy się, że nad rzeką brak
jest kultury, skoro jej nie ma w niektórych najwyższych organach państwa (TK, KP RP, itd.). Zresztą
przykład idzie z góry. A przesiąka tym młodzież (np. ostatni przypadek z Mostu Siekierkowskiego w
Warszawie).
Nie łudźmy się, że coś się zmieni w dającej się przewidzieć przyszłości. Administracja centralna (m.in.
MINROL, WP, MŚ) nie są zainteresowane zmianą obecnej sytuacji w zakresie zarządzania wodami i ich
zasobami przyrodniczymi. Wędkarstwo jest traktowane jako nieszkodliwa rozrywka o niskiej wartości
społecznej i materialnej. Skarb Państwa czerpie znikome dochody, o ile w ogóle (bo są koszty), z tytułu
wydzierżawienia wód otwartych. Cały system jest tak skonstruowany, że nie ma mierników realnej
wartości wód (nikt nawet nie wie, czy np. zarybienia cokolwiek dają ponad to, co wynika z naturalnego
tarła). A skoro coś nie przynosi wymiernych dochodów, więc nikt się tym poważnie nie interesuje. Stąd jest
przyzwolenie na niszczenie środowiska (zanieczyszczenie wód, regulacje, itd.) i różne patologie. Dopóty
ci wędkarze okupujący rzeki łososiowe sami nie staną się gospodarzami wód, za co będą musieli płacić
odpowiednio wysokie kwoty, dopóty będzie źle. A to można osiągnąć wyłącznie poprzez zmianę systemu i
decentralizację.
Kilka lat temu publicznie zabrałem głos ws. zakazu połowu keltów, bo pozostajemy jedyną taką wyspą
(bynajmniej nie zieloną) na mapie Europy. Czy kogoś w ogóle interesowała/interesuje ochrona tych ryb?
Zimą i wiosną nic się nie zmieniło i dalej odławia się te ryby.
Sorry, ale takie mamy społeczeństwo. Zdolne do wielkich poświęceń, akcji charytatywnych i przelewu
krwi, ale nie potrafiące zarządzać swoim wspólnym majątkiem. Skutek wielowiekowego zacofania
cywilizacyjnego.
|