| |
Muchowa patola dzieje się nie tylko nad Sanem... Ja z kolei chciałbym opisać sytuację znad jednej z pomorskich rzek
trociowych, bo mam wrażenie, że temat zaczyna się normalizować i coraz mniej ludzi chce o nim mówić wprost. Od
dłuższego czasu trwa tam latem regularne okupowanie najlepszych odcinków przez te same osoby — praktycznie
dzień w dzień, weekend w weekend, od rana do wieczora. Nie ma żadnego umiaru ani rotacji, tylko ciągłe mielenie tych
samych miejsc tak, że inni wędkarze w praktyce tracą dostęp do świeżej i nieprzepłoszonej wody. Efekt jest taki, że
rzeka zaczyna przypominać prywatny folwark kilku najbardziej nachalnych bywalców, a nie ogólnodostępne łowisko.
Do tego dochodzi jeszcze łowienie troci na muchę w okresie ochronnym (kije DH, skagit itp.) - "bo muchowanie nie jest
przecież zabronione...." Często są to Ci sami okupanci, którzy blokują odcinki latem.
Do tego doszedł kolejny problem: jutuberzy z kamerkami, którzy zaczęli nagrywać filmy z rzeki, pokazując
charakterystyczne miejsca i robiąc z kameralnego łowiska internetową „atrakcję”. Efekt był łatwy do przewidzenia —
pojawiły się tłumy przypadkowych ludzi o wątpliwym poziomie kultury, którzy prawdopodobnie nigdy świadomie by tam
nie trafili. Wystarczy kilka filmów i nagle nad małą rzeką zaczyna się klimat jak na deptaku, a nie na łowisku
muchowym czy trociowym.
Najgorsze jest to, że wielu ludzi prywatnie narzeka na to samo, ale publicznie mało kto chce powiedzieć cokolwiek
wprost. Później wszyscy są zdziwieni, że z roku na rok znika spokój nad wodą, a małe rzeki są coraz bardziej
zadeptywane i przełowione presją. Nie chodzi o „prywatyzowanie rzek”, tylko o elementarną kulturę łowienia, umiar i
trochę odpowiedzialności za miejsca, które jeszcze niedawno miały zupełnie inny klimat.
|