| |
Opisany przez kolegę Stanisława tekst jest zwięzłą próbą odniesienia się do zaistniałego problemu, czy
też problemów, jest próbą dźwignięcia wędkarstwa ( nie tylko niego) na wyższy poziom, gdzie pierwiastek
myślenia nabiera szczególnego znaczenia....Myślenia rzecz jasna w sensie pozytywnym, gdzie w
szerokim rozumieniu ryba powinna być naszym przyjacielem, a nie wrogiem.
Trochę późno zacząłem czytać Waltona (powinienem zacząć to znakomite dzieło czytać jakieś 30 - 40 lat
temu, kiedy zaczynałem przygody z wędkarstwem muchowym), no ale lepiej późno aniżeli wcale....
Przejawy takiego, czy też innego, negatywnego zachowania się wędkarzy (a) "w działaniu" tak sądzę leżą
w sferze psychiki, ale nie jestem lekarzem, a mniemam, że to zagadnienie nie jest sprawą łatwą, a wręcz
wielce skomplikowaną.
Jako wędkarz w chwili obecnej niejako "wchodzę w p. 4", tzn. powoli zamieniam się w obserwatora
przyrody, w szczególności środowiska rzeczno-wodnego (najpierw obserwuję, a później łowię), a czy będę
łowił pstrągi, czy też klenie, to dla mnie, niema to w zasadzie większego znaczenia, bo i tak jestem
przecież nad jakąś z góry upatrzoną wodą...Kiedy np. zauważam silne żerowanie rybach na jakiejś
owadziej rójce to wychodzę po prostu z wody i obserwuję ten swoisty "rybi teatr" siedząc na brzegu.
Kolegę D.M. spotkałem drzewiej w sklepie, jeszcze za szkolnych czasów. Chyba coś tam wtedy
'skrobnął" z wędkarstwa muchowego, bo wskazał mi (przy połowie pstrąga tęczowego) na muchę Black
Ghost, która z powodzeniem sprawdziła się wówczas na Sanie.
|