|
Jeszcze jedno — w zasadzie najistotniejsze.
To nie jest tak, że interpretacja prawa przez GDOŚ, ministra czy prezydenta jest "lepsza" niż interpretacja
prawa dokonana przez Kowalskiego. Każdy może interpretować prawo tak, jak mu się wydaje właściwe.
Dopiero w przypadku konfliktu interpretacji, ostateczną i wiążącą wykładnię przepisów wydają sądy, a w
sprawach ogólnych — Trybunał Konstytucyjny.
Moim zdaniem PZW dało się "wpuścić w maliny", wdając się w dyskusję z komisją na temat interpretacji
zapisów ustawowych i — de facto pod wpływem szantażu (groźby negatywnej opinii) — uległo
przedstawicielowi GDOŚ.
Strzeliło sobie tym samym w kolano, wpisując do operatu zakaz, co do którego istnienia nie miało przekonania.
Najprostszym rozwiązaniem było unikanie wdawania się w interpretacyjne spory i nieuleganie presji.
Wystarczyło ograniczyć się do prostego stwierdzenia faktów, na przykład:
„W rezerwacie obowiązują zakazy wskazane w zarządzeniu z 1957 roku (tu należałoby je wymienić).
Gospodarka rybacka prowadzona w rezerwacie nie będzie naruszała zarządzenia ani przepisów ochrony
przyrody. Na wszelkie działania objęte zakazami użytkownik rybacki uzyska stosowne zwolnienia.”
W takiej sytuacji przedstawiciel RDOŚ nie miałby podstaw do odmowy pozytywnego zaopiniowania operatu, a
dla PZW nic by się nie zmieniło.
Gdyby dyrektor RDOŚ twierdził, że wędkowanie jest niedozwolone, musiałby zgłosić naruszenie na policję, a
sprawę rozstrzygałby sąd. Bardzo wątpię, aby sąd ukarał uprawnionego do rybactwa za rzekome naruszenie
zakazu. Nawet jeśli by tak się stało, PZW miałoby wtedy wiążącą interpretację sądu, a nie tylko subiektywną
opinię przedstawiciela RDOŚ.
Drugim sposobem, aby w sposób wiążący rozstrzygnąć, czy w danym rezerwacie krajobrazowym obowiązuje
zakaz amatorskiego połowu ryb (którego nie zapisano w zarządzeniu), byłoby wystąpienie o zgodę na
odstępstwo od tego zakazu.
RDOŚ musiałby wtedy wydać decyzję — pozytywną lub negatywną — a PZW otrzymałoby dokument, który
można by zaskarżyć. Jeśli zakazu faktycznie nie ma, RDOŚ nie miałby podstawy prawnej do wydania decyzji o
zwolnieniu, co byłoby kolejnym argumentem na rzecz uprawnionych do rybactwa.
Pozdrawiam,
Maciej
|