f l y f i s h i n g . p l 2024.07.19
home | artykuły | forum | komis | galerie | katalog much | baza | guestbook | inne | sklep | szukaj
FORUM  WĘDKARSTWA  MUCHOWEGO
Email: Hasło:
Zaloguj automatycznie przy każdej wizycie:
Jeśli jeszcze się nie zarejestrowałeś: Załóż konto

Ostani post! Temat: Odp: Trochę liczb ze sprawozdania ZG PZW. Autor: Maciej Wilk. Czas 2024-07-17 09:36:59.


poprzednia wiadomosc Odp: Ustawa o ochronie zwierząt : : nadesłane przez S. Cios (postów: 2033) dnia 2024-04-17 21:42:20 z *.static.chello.pl
  No Kill jest złe lub nawet zakazane prawem.

Ja tylko stwierdzam, że No Kill może być źródłem niedocenianych lub przemilczanych problemów,
zarówno od strony przyrodniczo-wędkarskiej, jak i prawnej. W tej ostatniej sprawie niech się
wypowiadają prawnicy.

Zostaje wiec regulowanie presji. Czyli ... czyli określenie ile i jakich ludzi może wejść aby rybę sobie
złowić. Ale!!!! Jaką rybę? Czyją rybę? Rybę polską, państwową, prywatną czy czyją? I dlaczego
akuratnie ci (powiedzmy np. bogaci, przyjezdni których na to stać) a nie inni?


Są różne sposoby regulacji presji. Jedną z nich jest wysoka opłata, co jest stosowane w wielu krajach.
Inne możliwe rozwiązania, pozwalające na bardziej demokratyczne wędkarstwo, to zakaz brodzenia
(dopuszczenie tylko zwykłych gumiaków). Tak było we Włoszech już w latach 80. na rzece Sesia
(pisałem o tym kiedyś) i było to skutecznym rozwiązaniem. Można też ograniczyć liczbę muszek do
jednej (nie wiem, dlaczego nie korzysta się z tego ograniczenia).

Znając rozwiązania zza miedzy, choćby z Niemiec, wychodzi na to że najlepiej (wg mnie) wziąć
przykład z nich.


Jest to jedna z możliwości. Wymaga pogłębionej analizy.

PZW jako jedyny, największy i nie wiem dlaczego obdarowany przez Państwo (RZGW)
największym zaufaniem, ma tak dużą ilość wód że nie jest w stanie ich zupełnie ani kontrolować, ani
racjonalnie prowadzić.


Od dawna głoszę ten pogląd, który dotyczy zwłaszcza okręgów o dużej powierzchni i dużej ilości wód.

Wody o ile są zarybianie (przymus odgórny) to nie są już zupełnie pilnowane.

A niby kto ma pilnować, skoro nawet w policji są ogromne braki kadrowe. Poza tym, przykład idzie z
góry, skoro przez ostatnie 8 lat dojono państwo polskie, czyli przede wszystkim podatników.
Nie demonizowałbym jednak znaczenia kłusownictwa. Dawniej kłusownictwo było jeszcze bardziej
rozplenione, a ryb było mnóstwo. Współcześnie o niebo poważniejszym problemem jest niszczenie
środowiska (i nie chodzi mi o działalność inżynieryjną bobrów).

Wg mnie Państwo powinno w dzierżawę oddawać wody jedynie takiemu podmiotowi aby był w
stanie zapewnić ciągłość gatunków. Zwłaszcza zagrożonych.


No przecież Państwo to robi cały czas, od 20 lat. Takie są deklaracje.
Nie wiem, w jaki sposób można to robić optymalnie, bo naokoło wszędzie jest mnóstwo
hochsztaplerów. W latach 2004-2005 wiele wód przyznano ludziom o wątpliwej reputacji. A coś mi się
wydaje, że w ciągu ostatnich 8 lata liczba takich osób znacznie wzrosła, albo przynajmniej ujawniła
swoje talenty. Skoro stadninę w Janowie można było sp...ć, to myślisz, że nie poradzono by sobie z
rzekami?

Dzierżawca powinien być wykonawcą, nadzorcą czy obserwatorem zmian jakie zachodzą,
informować o tym państwowe instytucje, wymagać wsparcia, proponować i przedstawiać sposoby na
ochronę gatunków zagrożonych. Jednym słowem dzierżawca powinien być na pierwszej linii frontu a
Państwo powinno od ich wyników, zaangażowania przedłużać umowę lub szukać innych solidnych i
odpowiedzialnych miłośników takiej przyrody.


Piękne są te słowa, prawie jak cytat z Biblii. Wydrukuje je, opraw w ramkę i wyślij do WP.

Tak wiec, o ile PZW mogłoby być jeszcze dzierżawcą, to oni sami jako organizacja powinni
wymusić aby poszczególne koła w poszczególnych Okręgach zajmowały się i korzystały z wód które
mają na swoim terenie pod swoją opieką.


Masz jakieś sugestie, jak to zrobić? Pamiętaj, że to "doły" wybierają władze okręgowe, a co 4 lata jest
zjazd. Nie wiem, czy rozwiązania siłowe zdadzą egzamin.

Wyłącznie swoje wody. Ich wędkarze, pracownicy, miłośnicy za poprawne gospodarowanie mogliby
mieć zezwolenia na zabijanie ryb i korzystanie w wód. Każdy inny mógłby być jedynie zapraszany jako
gość. Warunkowo! Nie z "otwartej" dostępności czy z równouprawnienia! Tak to właśnie działa w
Niemczech.


Zalecam ostrożność w zachęcaniu do zabijania ryb, bo to śliski temat. Nie wiem, jak to działa w
Niemczech.

Wody są tak poszatkowane że chcąc na jakiejś połowić musisz szukać i pytać czy jest na to
szansa.


Już niedawno pisałem, że kto pyta nie błądzi. A kto czyta nie pyta. Kto myśli, ten wie gdzie łowić.

Na najlepszych wodach nie ma takiej opcji aby "obcy z marszu" przyszedł i sobie łowił, nie
wspominając już o zabijaniu ryb. Coś jak było u nas w myślistwie.


Nie doceniasz Polaków. Anglicy też nie doceniali i przekonali się o tym, gdy Polacy zaczęli im
wyławiać ryby.

Gorzej z zawodami, tu już ciężko wytłumaczyć celowe (punktowane) połowy ryb małych/każdych
i ich wypuszczanie. Z celowego znęcania ciężko się będzie wytłumaczyć. Chyba że
użytkownik/gospodarz wody określi takie połowy jako humanitarne i najmniej inwazyjne odłowy
kontrolne. Nie wiem. Niech martwią się zawodnicy. W małych kołach i na małych wodach w Niemczech
jako gospodarz też sam określasz ile i jakich osób może brać udział w zawodach.


Zdaje się, że większy problem może być w spinningu, niż w muszce. Nie śledzę tego tematu uważnie,
ale tu się zapowiada przegięcie.


  [Powrót do Forum] [Odpowiedz] [Odpowiedz z cytatem]    
 
Nadawca
Data
  Odp: Ustawa o ochronie zwierząt [0] 18.04 11:08
 
1. Są różne sposoby regulacji presji. Jedną z nich jest wysoka opłata, co jest stosowane
w wielu krajach. Inne możliwe rozwiązania, pozwalające na bardziej demokratyczne
wędkarstwo, to zakaz brodzenia (dopuszczenie tylko zwykłych gumiaków). Tak było we
Włoszech już w latach 80. na rzece Sesia (pisałem o tym kiedyś) i było to skutecznym
rozwiązaniem. Można też ograniczyć liczbę muszek do jednej (nie wiem, dlaczego nie
korzysta się z tego ograniczenia).


———————


Ok. Wysoka opłata. Pasjonaci (np. stara Passaria) wcale nie musza mieć wysokiej opłaty.
Woda wzięta przez jakoś „elitarną” zamkniętą grupę i presję sami sobie wyregulują. I ceny
dostępu. O tym pisałem dając przykład niemieckich kół, klubów. Dostać się do nich nie jest
możliwe ot tak, z ulicy, bo chcę. Pieniądze nie załatwiają sprawy. Przekazywanie „pałeczki”
odbywa się na zasadzie takiej jak pisałem, polskich dawnych kół łowieckich. Może teraz jest
inaczej bo wszystko się zmienia (herzlich willkommen) na „źle” ale brat nic nie informuje że
jest łatwiej.



2. PZW jako jedyny, największy i nie wiem dlaczego obdarowany przez Państwo (RZGW)
największym zaufaniem, ma tak dużą ilość wód że nie jest w stanie ich zupełnie ani
kontrolować, ani racjonalnie prowadzić.

Od dawna głoszę ten pogląd, który dotyczy zwłaszcza okręgów o dużej powierzchni i dużej
ilości wód.

Wody o ile są zarybianie (przymus odgórny) to nie są już zupełnie pilnowane.

A niby kto ma pilnować, skoro nawet w policji są ogromne braki kadrowe. Poza tym,
przykład idzie z góry, skoro przez ostatnie 8 lat dojono państwo polskie, czyli przede
wszystkim podatników. Nie demonizowałbym jednak znaczenia kłusownictwa. Dawniej
kłusownictwo było jeszcze bardziej rozplenione, a ryb było mnóstwo. Współcześnie o niebo
poważniejszym problemem jest niszczenie środowiska (i nie chodzi mi o działalność
inżynieryjną bobrów).

Wg mnie Państwo powinno w dzierżawę oddawać wody jedynie takiemu podmiotowi aby był
w stanie zapewnić ciągłość gatunków. Zwłaszcza zagrożonych.

No przecież Państwo to robi cały czas, od 20 lat. Takie są deklaracje.
Nie wiem, w jaki sposób można to robić optymalnie, bo naokoło wszędzie jest mnóstwo
hochsztaplerów. W latach 2004-2005 wiele wód przyznano ludziom o wątpliwej reputacji. A
coś mi się wydaje, że w ciągu ostatnich 8 lata liczba takich osób znacznie wzrosła, albo
przynajmniej ujawniła swoje talenty. Skoro stadninę w Janowie można było sp...ć, to
myślisz, że nie poradzono by sobie z rzekami?

Dzierżawca powinien być wykonawcą, nadzorcą czy obserwatorem zmian jakie zachodzą,
informować o tym państwowe instytucje, wymagać wsparcia, proponować i przedstawiać
sposoby na ochronę gatunków zagrożonych. Jednym słowem dzierżawca powinien być na
pierwszej linii frontu a Państwo powinno od ich wyników, zaangażowania przedłużać umowę
lub szukać innych solidnych i odpowiedzialnych miłośników takiej przyrody.

Piękne są te słowa, prawie jak cytat z Biblii. Wydrukuje je, opraw w ramkę i wyślij do WP.

Tak wiec, o ile PZW mogłoby być jeszcze dzierżawcą, to oni sami jako organizacja powinni
wymusić aby poszczególne koła w poszczególnych Okręgach zajmowały się i korzystały z
wód które mają na swoim terenie pod swoją opieką.

Masz jakieś sugestie, jak to zrobić? Pamiętaj, że to "doły" wybierają władze okręgowe, a co
4 lata jest zjazd. Nie wiem, czy rozwiązania siłowe zdadzą egzamin.


——————-

Jak to zrobić? Są przykłady małych wód (tzw. komercyjnych) na których wszytko działa jak
należy. Wód nie prywatnych a konkretnych kół wędkarskich spod egidy PZW. Skoro tu się
da to i tam się da. Ale nie może być tak że koło i koledzy pilnują i odbudowania populacje na
„swojej” rzeczce (Strwiąż, Por, itd, nie będę wymieniał jakich) w inni wpadają po info w necie
że tam są ryby i wała je jak swoje bo woda jest wszystkich. Przy takiej opcji żadna regulacja
presji czy ceny nawet kosmiczne nic nie zmienia. Ludzie z kasą się znajdą (choćby z
zagranicy) i wybiorą do zera to co będą mogli w ramach zezwolenia. Opisywałem już takie
polskie przypadki.
Jeżeli koło PZW nie byłyby zainteresowane taką działalnością na jakiś „swoich”
regionalnych odcinkach to Okręg powinien oddawać takie obwody Państwu. Niech ono
szuka zainteresowanych. Tacy na pewno się znajdą, choćby prywatne osoby. Nie może
jednak PZW brać ludzi wszystkich „z ulicy jak z tzw. łapanki” szukając finansowania. To jest
droga w przepaść. Koła same powinny decydować ile i jakie osoby mogą u nich być, jakie
powinny wykonywać prace, jakie maja z góry ustalone obowiązki, prawa praz korzyści z
tego płynące. Ile przynależność powinna kosztować. A na ich łowiskach oni powinni ustalać
warunki i dostępu, i presji i zezwolenia na zabijanie ryb lub nie. Tak jak we wspomnianych
kołach w Niemczech.

Co do kłusownictwa, pilnowania to małe łowiska na pewno będą dobrze strzeżone przez
tych którzy są ich „właścicielami”. Na komercyjnych jakoś się da i działają.
Kłusownictwa jako takiego na wielką skale teraz nie ma bo przy tej ilości ryb szkoda nawet
próbować. Może sezonowo, na tarliskach. Czy pojedyncze przypadki nadużyć. Przy
solidniejszych karach do wyeliminowania.


3. Na najlepszych wodach nie ma takiej opcji aby "obcy z marszu" przyszedł i sobie łowił,
nie wspominając już o zabijaniu ryb. Coś jak było u nas w myślistwie.


Nie doceniasz Polaków. Anglicy też nie doceniali i przekonali się o tym, gdy Polacy zaczęli
im wyławiać ryby.
—————-

Nie chodzi o niedocenianie. Chodziło mi o to że jak np. na OS, nie ma takiej opcji żeby na
podobnych łowiskach jakiś obcy przyszedł sobie i z marszu kupił zezwolenie, łowił ryby, nie
mówiąc już o dostaniu zezwolenia na zabijanie i zabieranie z łowiska.

 
       


Copyright © flyfishing.pl 2002
wykonanie focus