|
Panie Robercie historycznie rzecz ujmując to łosoś nigdy, nawet na długo przed wybuchem wojny o czym pisze
Borys Dixon uczestniczący w jednej z kampanii łososiowych na Dunajcu w l. 20-stycznia, nie odgrywał w
Polsce żadnego znaczenia gospodarczego w przeciwieństwie do troci. Pewna jego ilość występowała
natomiast w dorzeczu Odry, ale i tam min. na skutek rozwoju przemysłu, zabudowy dorzecza, odłowów skończył
się w górnym dorzeczu w latach dawno minionych niemiecko-pruskich. Intensyfikacja zarybien takich rzek z
dorzecza Odry jak min. Drawa i Gwda rekomendowana przez ówczesną komisję zarybieniową doprowadziła do
tego, iż łososie pochodzące z dorzecza Renu przyjęły się dobrze zwłaszcza w tej pierwszej rzece. Tak to
wygląda w skrócie a rys historyczny w sposób przystępny dla hobbystów można poczytać w jednej z
dostępnych internecie prac np. Pani Pileckiej-Rapacx.
Problem polega na tym, że my w Polsce niemały rzek łososiowych tylko quasi łososiowe. Morenowe rzeki
przymorskie to nie rzeki skandynawskie, pewnych rzeczy w tym. min. geologii zwyczajnie nie da się
przeskoczyć. Dodatkowo restytucja tego gatunku prowadzona była i jest w oparciu o obcą genetycznie
populację wschodnią, która już dawniej w dorzeczu Wisły nie odniosła sukcesu reprodukcyjnego
Tyle, można pisać o tym, że restytucja łososi w Polsce oparta była na populacji litewskiej, a 0,5% z 70 sztuk to
około 100 sztuk łososi w dolnym odcinku jednej z nizinnych rzek przymorskich, która ostatnimi laty zarybiana
jest łososiami z populacji łotewskiej ale faktów to nie zmieni. Pozdrawiam.
|