| |
Zdarza sie,ze musze w swoja bielizne wskoczyc juz w domu(oczywiscie sciagam dopiero po powrocie z ryb),albo najzwyczajniej nie chce mi sie jej sciagac nad woda po skonczonym wedkowaniu,wiec zakladam spodnie,bluze i tak odziany wracam do domu.Nie odczuwam zadnego dyskomfortu(moze poza drobnym swedzeniem).Nie sadze,ze taki manewr bylby mozliwy w ciuszkach bawelnianych,ktore jednach chlona i nie odprowadzaja wody.
Nie zebym namawial kogos na to,czy tamto,po prostu opisuje swoje doswiadczenia z bielizna jaka mam,jak wspomniales wyzej siateczkowa,choc nie jest to siateczka jak w kamizelce muszkarskiej.Uwazam,ze zadanie utrzymywania skory w stanie suchym/w miare suchym /spelnia doskonale i traktuje ja jako bielizne uniwersalna na wszystkie pory roku,oczywiscie z odpowiednimi warstwami na to w zaleznosci od temperatury.
Ale tak jak pisales,nie ma zlotego srodka,pocic sie bedziemy,bedziemy marznac w zimie,gotowac sie w lecie.Taki urok muszkarstwa.A jak sie nalezy ubrac gdy po pas brodzimy w zimnej wodzie a z nieba zar sie leje?  Do tego kilkusetmetrowe marsze brzegiem,cos jak ktoregos lata nad Bialka.
H.
|