| |
Widzę, że wszyscy jesteście za śpiochami. I macie do tego prawo.
Napisałem swoje zdanie bazując na swoich doświadczenaich z Bobru i Kwisy. Tu nie ma śliskich otoczaków jak na Dunajcu. Za to zapadacie się nieraz po kostki w grząskim piachu a jak patrzycie w wodę to widac jak przesuwa ona non stop piach.
Zapraszam na spacer w śpiochach po muldach na Kwisie i dolnym Bobrze. Ja miałem dosyć, zwłaszcza przy częstych wyjazdach-, nieraz codziennie, kiedy człowiek wraca ledwie żywy, ciągłego stania nad wanną i płukania piasku z butów i skarpet, którego i tak idealnie do końca nie da się wypłukać. Skarpeta neoprenowa też nie pomoże, bo i tak od góry nabierzecie piachu, nie ma tu na to siły. Oczywiście, że komfort chodzenia jest lepszy w śpioach. Tylko tu, w tych warunkach dla mnie odnosi się to do chodzenia po brzegu, w wodzie nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, wręcz przeciwnie spodniobuty są lepsze, bo nie czuje się jak w miarę upływu czasu jest coraz ciaśniej w bucie, bo wypełnia go piach...
Nie skręcę tu nogi na śliskich kamieniach. Poza tym równie dobrze można fiknąć w jednych i grugich.
Co do wiecznie mokrych butów, to ja nie miałem przyjemności w wożeniu mokrego sprzetu, kwestia upodobań.
Mając więc do wyboru po powrocie z ryb wieczną walkę z piaskiem, a zdawkowe opłukanie spodniobutów, kiedy często się nic nie chce, wybrałem to drugie. I nie żałuję.
Nie neguję tu większości waszych wypowiedzi, pewno macie rację. Ale twierdzę, że na rzeki piaszczyste lepsze są spodnibuty, przynajmniej dla mnie.
Pozdrawiam
Konrad
|