| |
Panowie, spokojnie fizyka i emocje nie idą w parze .
O pływalności (czy też nie) decydują dwa czynniki. Jeden to wyporność (tu kłania się ten facet od wanny ) i punkt dla Janusza . Drugi to napięcie powierzchniowe i punkt dla Jurka .
Oczywiście wyporność to sprawa oczywista i sznur o gęstości poniżej 1 (w uproszczeniu) pływać musi, a smarowanie tylko poprawia sytuację (przede wszystkim zmniejsza jego opór przy podrywaniu z wody).
Z napięciem powierzchniowym sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Wszystko fajnie w warunkach laboratoryjnych.
Jeżeli te jedwabne sznury mają naturalną gęstość powyżej 1 (w uproszczeniu), a mają skoro nienasmarowane toną, to smarowanie musi być bardzo skuteczne i trwałe, jeżeli sznur ma pływać jak dobrze skonstruowana mucha, a nie wymagać przesmarowywania co parę rzutów.
Jednocześnie Jurek napisał ciekawą rzecz, mianowicie, że sznury jedwabne po nasmarowaniu zwiększają swoją średnicę, a więc i wyporność.
Z mojego punktu widzenia, po takim zabiegu sznur powinien stać się pływający na zawsze. Może zresztą właśnie o to chodzi.
Z puntu widzenia biznesowego myślę jednak jeszcze o jednym.
Rynek jedwabnych sznurów (z całym szacynkiem) jest rynkiem niszowym.
Wykonywanie sznurów w każdej numeracji i każdym stopniu pływalności, + tonące końcówki w różnych klasach, oznaczałoby serie, po kilka może kilkadziesiąt sztuk rocznie. Opłacalność takiego biznesu dyskretnie przemilczę.
Bo oczywiście nie wierzę, że sznur 3-5 jest tak samo dobry do wędki 3 jak do 5 i nikt nie jest mnie w tej materiii w stanie przekonać. To znaczy może jest- tak samo zły, a dobry do #4
Całkiem prywatnie, to lubię łowić duże ryby. Często używam sznurów lub końcówek w 6 (ostatnio nawet kupiłem w 8!!!) klasie tonięcia. Tutaj nie widzę miejsca dla jedwabiu.
|