| |
He, He, też miałem taki zielony, czeski sznur. Do tego szklana gruntówko-spiningówka, w „komplecie” jedna sucha mucha kupiona na Starowiślnej ( tej starej Starowiślnej, przed Bohaterów Stalingradu ) za uciułane pieniądze ( ta mucha).
Tak wyposażony pojechałem z kumplami na Szreniawę, połowić na muchę.
Mnie wtedy tak nie brały . Gdyby nie to, że płynęła „kawa”, mucha odleciała po piątym wymachu, to może bym coś złowił.
Ważna jednak była muszkarska inicjacja, w końcu „Nie od razu Kraków zbudowano”.
Tyle lat minęło, a człowiek nadal z rozrzewnieniem wspomina pastuszkowe lata .\
Pozdrawiam.
|