f l y f i s h i n g . p l 2026.01.22
home | artykuły | forum | komis | galerie | katalog much | baza | guestbook | inne | sklep | szukaj
FORUM  WĘDKARSTWA  MUCHOWEGO
Email: Hasło:
Zaloguj automatycznie przy każdej wizycie:
Jeśli jeszcze się nie zarejestrowałeś: Załóż konto

Ostani post! Temat: Odp: Ostra zima - zamykać wodę zamiast apelować do sumień. Autor: mart123. Czas 2026-01-21 21:05:23.


poprzednia wiadomosc Odp: Historie z …. : : nadesłane przez trouts master (postów: 9315) dnia 2025-02-13 09:24:15 z *.184.227.235.ipv4.supernova.orange.pl
  Taaaa. Zwłaszcza podczas zaborów i przeróżnych okupacji była "nasza".
"Nasza" jest również Księżyc, Mars, Alaska, Islandia, itp. Masz pełne prawo, bierz.

Żydzi którzy uciekli przed rzeźnią pewnych fanatyków do teraz mówią że coś jest "nasze". Prawie po stu
latach. Uchodźcy/emigranci/przeróżni "przyjezdni" też mówią że planeta jest "nasza". Nie ma granic. Najlepiej
przyjechać na gotowe. A nie tworzyć, budować, odkrywać, walczyć i ginąc za coś co jest "nasza". Po co skoro
z auto jest.

Najlepiej żeby każdy swój nasza "ogródek" dopilnował (na śmierć i życie) i wtedy może każdy będzie miał
"nasza". Jeżeli nie, przyjdzie inny. Zdobędzie, przejmie i będzie miał swoje "nasza".

Takie to mamy nasza. Wymarzone.

  [Powrót do Forum] [Odpowiedz] [Odpowiedz z cytatem]    
 
Nadawca
Data
  Odp: Historie z …. [6] 13.02 15:20
 
Jasne...
każdy, kto mówi nasze/moje musi mieć do tego tytuł - własności, użytkowania, dzierżawy itd.
Jeśli tego niema może mieć "prawo moralne" do czegoś, o co dba, pracuje na rzecz itd.
Samo płacenie składek stawia wędkarza raczej jako klienta a nie pełnoprawnego członka stowarzyszenia,
a już mieszkanie nad wodą nie daje żadnych praw, nawet moralnych.

 
  Odp: Historie z …. [4] 13.02 15:48
 
Zwłaszcza po upadku zaborów, okupacji (Nazi, Stalin, innych) gdy wszystko jest nie
wiadomo do końca czyje. W Hiszpanii zostawisz chałupę bez kontroli na II tyg. i jakiś cwany
obcy (przyjezdny) ją zajmie i masz z nim problem. Czasy ówczesne, ewolucji gospodarczej,
prawnej, demokratycznej, nie zaborów.
Nie sądzę żeby swoje „dobra” każdy kto w swoim życiu dorobił się ciężką praca tak chętnie
oddawał innym, którzy przyjdą z hasłem na ustach (każdy ma prawo i jest tak samo moje jak
i twoje).
 
  Odp: Historie z …. [3] 13.02 16:36
 
Wody są państwowe na mocy prawa. Nie miejscowych. O czym tu dyskutować. Mówię o
rzekach z jeziorami jest trochę inaczej
 
  Odp: Historie z …. [2] 13.02 17:37
 
Zgadza się. Nie dyskutuje. A państwo to kto? Z tego co wiem państwo tworzy społeczność.
Jakaś.
Nie bronię rownież zachowań niezgodnych z prawem. Gorzej gdy ktoś na to zezwala,
choćby z braku kontroli „swojego” i odpowiedniego karania jego naruszeń. To jakby zachęta
do takich postępowań.
Jak pisałem, po zaborach (przeróżnych) wszytko było nie nasze. Aż w końcu przyszła
wolność czyli odebrało się „swoje” zaborcom i wyglądało to jak opisałem ze wspomnień
książkowych. Ciekawią mnie takie rzeczy i informacje bo wtedy człowiek wie jak naprawde
było a nie z wydumanych wyobrażeń lub bzdurnych tez ludzi którzy pojęcia nie mają jak i co
wyglądało. Zwłaszcza interesuje mnie historia zlewni, dorzecza i okolic Sanu.
 
  Odp: Historie z …. [0] 13.02 17:50
 
Ja wiem jak to było tylko nie chcę TUTAJ o tym dyskutować.
 
  Odp: Historie z …. [0] 14.02 11:04
 
Niech kolega przeczyta (a może już to zna): Tadeusz Sulimirski - "Rybołóstwo na Górnym Sanie" (LA
PECHE SUR LE HAUT SAN). Jest to niezwykle ciekawa prezentacja opisująca jak to drzewiej - w
dwudziestoleciu międzywojennym rybacy poławiali ryby, "jadąc" od dołu w górę rzeki, w miejscowościach:
Mrzygłód, Trepcza, Zasław, Postołów. Polecam i pozdrawiam.
 
  Odp: Historie z …. [0] 13.02 15:59
 
Jasne...
każdy, kto mówi nasze/moje musi mieć do tego tytuł - własności, użytkowania, dzierżawy itd.
Jeśli tego niema może mieć "prawo moralne" do czegoś, o co dba, pracuje na rzecz itd.
Samo płacenie składek stawia wędkarza raczej jako klienta a nie pełnoprawnego członka stowarzyszenia,
a już mieszkanie nad wodą nie daje żadnych praw, nawet moralnych.

Dlatego też zdziwieni byliśmy, kiedy we dwójkę łowiliśmy poniżej Postołowa (na wysokości skałki) w
latach 90-tych. Otóż przyszedł tubylec i w chwili kiedy zaczęliśmy już wchodzić do wody - kazał
natychmiast opuścić ten teren, wskazując, ze to jego woda i on ma prawo jedynie tutaj łowić.
Zaniemówiliśmy jednocześnie, ale, żeby nie zaogniać sytuacji dyskretnie zeszliśmy nieco w dół rzeki.
Zupełnie inną historię przeżyłem nieco wcześniej w Hoczwi, kiedy przeszedłszy przez Hoczewkę na
wysokości ceglarni przechodziłem skrajem pola udając się na łowisko. Otóż w pewnym momencie , nagle
wyskoczył z krzaków miejscowy gospodarz przystawiając się do mnie z widłami. Stwierdził, jednoznacznie,
ze ma dosyć już tego ustawicznego użerania się z pseudo wędkarzami, którzy bezczelnie tratują mu bez
przerwy zboże, wskazując też ręką na to "dzieło". Istotnie kawał pola był dokładnie stratowany, o czym
świadczyły ślady po gumiakach (woderach, czy spodniobutach). Nieco ochłonąłem już później na łowisku,
bo sprawa z mojej perspektywy nie była za ciekawa..
 
       


Copyright © flyfishing.pl since 1999
FlyFishing.pl is maintained by Taimen.com - international fly-fishing shop and Taimen.pl - Polish fly-fishing shop