|
Proszę mi podać jakie byłyby korzyści, gdyby istniała możliwość wyburzenia Soliny?
Szanowny Kolego,
Jeżeli temat głupiego rowu melioracyjnego stał się tak nieprawdopodobnie długi, to nie wyobrażam sobie końca tematu o wyburzeniu Soliny. To jest temat zbyt złożony, ponieważ owe korzyści warunkowane są bardzo mocno przez istnienie zapory we Włocławku oraz charakter gospodarki leśnej w Bieszczadach.
Gdy byłem małym chłopcem, pamiętam, że San w Bieszczadach po dużych opadach powoli rósł, był czysty i bardzo powoli opadał, zaś w okresie suszy jego stan nie był tak dramatycznie niski jak teraz. Gdy dorosłem, po opadach deszczu San ulegał nagłemu podniesieniu zaś woda miała kolor kakaowy. W czasie suszy zaś woda ledwo się sączy we fliszowych rynienkach łupków i piaskowców. Gdyby wyburzyć Solinę i Myczkowce bez zmiany gospodarki leśnej w Bieszczadach, podobne ekstrema w przepływie nie zamortyzowane przez zaporę dotyczyły by również Sanu koło Leska. Więc w sumie dobrze, że przez zbyt intensywną gospodarkę leśną w Bieszczadach Solina amortyzuje owe ekstrema hydrologiczne - ale z drugiej strony nie ma się z czego cieszyć, ponieważ omawiane ekstrema powyżej zapory doprowadzają do szybkiego zamulania zbiornika.
Gdybym miał cokolwiek sugerować, zacząłbym od zmiany intensywności i charakteru gospodarki leśnej w Bieszczadach i poczekał jednocześnie jak zostanie ostatecznie rozwiązana sprawa zapory we Włocławku. Gdyby pozbyć się zapory we Włocławku i jednocześnie zmienić gospodarkę leśną w Bieszczadach, można by było pokusić się o przestudiowanie danych historycznych dotyczących rybostanu dorzecza Sanu sprzed epoki Soliny i Włocławka, a następnie orzec, czy tego chcemy czy nie. Natomiast bardzo duże znaczenie ma tutaj gospodarka leśna i należy podkreślić, że nie można liczyć na rybostan z czasów przed wybudowaniem zapór, gdy zły stan zlewni górnego Sanu nie zapewni nam tylu co dawniej tarlisk dla ryb wędrownych.
Natomiast nie ukrywam, że marzy mi się dobre łowisko górnego Sanu z charakterem hydrologicznym tej części dorzecza, który pamiętam z lat dziecięcych. I chciałbym sobie kiedyś zaciąć łososia na muchę w potoku Wołosaty na szerokich żwirowych rozlewiskach poniżej Stuposian, gdyby tylko ten potok miał przepływy o jakich pamiętam. A przecież mam tylko 30 lat. Starsi ode mnie pamiętają potężne ciągi tarłowe świnek przed wybudowaniem zapory. Wówczas po wyburzeniu zapór, łowiska ryb szlachetnych przeniosłoby się wyżej w teren bardziej atrakcyjny krajobrazowo, aczkolwiek w teren mniejszej rzeki. Jednakże z tą gospodarką leśną chciałbym podkreślić, że nie ma to najmniejszego sensu.
Pozdrawiam serdecznie
Krzysiek
|