| |
OK,dla mnie założenie pianki zwalnia z myślenia. I podnosi skuteczność bo możesz
stosując piankę dowolnie regulować miejsce i poziom muszki czego za pomocą linki już nie
zrobisz. Z taką dokładnością na pewno nie. Ale niech każdy łowi jak chce. Byleby nie
nazywać tego muszkarstwem bo to wg. mnie nadużycie.
——————
Muszkarstwem. A co to muszkarstwo? Dry fly? Wet fly? Które z nich? Obie techniki? A w
nich trzeba regulować poziom muszki? Przy „wet” na czym w ogóle polega praca wędkarza?
Czytając znawcę Dmycha „wet” to luz, swing i dymek spod nosa. Zacinania nie ma bo
samołówka sama wiesza ryby. W sensie linka.
Co do skuteczności. Kto na nią pozwala? Sprzedający zezwolenie. Po co? Pomyśl po co?
Podpowiem, „żeby namówić ryb” jak już wyżej wcześniej napisałeś. A kto chce nałowić ryb?
Podpowiem, goniący za punktami/mięsem.
Wiec wszystko czego się czepiasz (nałowienie się) to wymysł dwóch typów wędkarzy.
Mięsiarzy i zawodników. O ile tych drugich można zrozumieć (zawody krajowe, zagraniczne,
GP, itp) to mięsiarze powinni być od tej metody odcięci. Właśnie zawodnicy powymyślali na
świecie te techniki. Nie mięsiarze. Spytam wiec, dlaczego gospodarz łowiska chcący dbać o
nie nie zakazuje tego typu łowienia? Nie zawodnikom. W łowieniu ogólnodostępnym czyli
mięsiarzom i łowiącym rekreacyjnie. Skończyłoby się „chęć nałowienia ryb”. Ale to trzeba
chcieć a nie pierd***ć farmazony.
|