| |
To już „głowacica była złowiona w porze nocnej” (czyt. po dozwolonym czasie)? Rozwija się
temat. A na początku było …. „słowo”? . Na początku (wpis @mart123) było wykroczenie-
„łowienie w porze niedozwolonej”. Teraz już z rybą. Jak w głuchym telefonie. Ale tak to jest
jak się nic nie wie. A temat się rozkręca/nakręca.
Byłem może rok, może dwa lata temu na Załużu „pod skałą” (górą). Te z której schodzą
niedźwiedzie. Za głowacica oczywiście. Ja to bywa (z nią), wszystko normalnie (czyt. brak
brań), jedynie jeden szczupak na strima. Wieczór, schodzę do dziury a tak panowie siedzą
sobie przy ognisku. Może na nocne łowy czekali, może kłusownicy. Może tylko kiełbaskę i
piwko tak w zimnym grudniu. Nie wiem. Koniec łowów i do domu. Ze szczupakiem. Pyszny
był, po tylu latach (min 5-6) nie smakowania śmierdziucha.
Nie wiem czy za to że go zjadłem dostałbym zjebkę (klasyczną) czy medal od tych
(etycznych, elity) z „wód górskich”. Tam szczupak ma wyrok. Śmierci. Zazwyczaj.
Złowiony zgodnie z zasadami, wpisany, zabrany, zjedzony ze smakiem. Mimo tego szkoda
było i ręka drżała (zabijać czy wypuścić) bo tak ich mało. Sumienie również. Po spotkanych
niżej jakoś się usprawiedliwiłem. Woda niepilnowana, niczyja. Takie tam rozterki ….
uczciwego. W miarę.
|