|
Kolego Waldemarze,
odpowiedź jest tyle samo prosta, co skomplikowana. Człowiek posiadł na świecie
wyłączność na decydowanie o wszystkim, co dzieje się w przyrodzie, a że tak nie jest
przypominają mu od czasu do czasu budzące się żywioły lub kataklizmy i epidemie, przy czy
są podstawy sądzić, iż niektóre z tych zjawisk powoduje działalność ludzka. Zauważamy
przy tym dwie zależności. Człowiek uważa, że jego rozwój cywilizacyjny napędzany przez
biznes jest ponad środowisko naturalne , i że poprzez rozmaite technologie i zabiegi jest w
stanie naprawić, to co w "pierwotnym" układzie naruszył. G...wno prawda! Podam tu tylko
jedną ze ścieżek, chyba najbardziej nas wędkarzy interesującą. Płynie sobie piękna, dzika i
bystra rzeka. Zamiast być ponad wszystko utrzymywana w stanie nienaruszonym - na
zasadzie obłudnej demokracji, dopuszcza się do jej zabudowy, regulacji, czyszczenia , itp.
zabiegów hydrotechnicznych pod hasłem zrównoważonego rozwoju, bo przecież
użytkowników jest więcej, niż tylko wędkarze (ci spolegliwi wobec przyrody), czy łowcy-
przyrodnicy z aparatami fotograficznymi. Przy czym, zabiegi hydrotechniczne nie są nawet
wykonywane metodami mniej inwazyjnymi, o których przyszłych "meliorantów" uczą w
szkołach. Po dokonaniu inwazji w rzekę o naturalnym biegu, należy więc przywrócić
pierwotne stosunki przyrodnicze. Koleje g..wno prawda! Buduje się więc przepławki,
wykłada brzegi kamieniem "ekologicznym", układa deflektory (bardzo rzadko) i zarybia, a
tego rodzaju czynności tylko w jakimś procencie przywracają stan pierwotny. Kolejne
zabiegi wywołują inne nieprzewidziane perturbacje w środowisku, więc człowiek swoim
intelektem stara się je naprawić, itd., itd. Obłęd. Właśnie mit maksymalizacji zarybień
przesłania wszystko inne, ponieważ przeciętny urzędnik lub wędkarz uważa, że jest to
główne antidotum na polepszenie zachwianej przez człowieka równowagi biologicznej w
rzece. Nawiązując do ryb łososiowatych, to tak jak w naturze stado pierwotne potrafiło
przystosować się do skrajnych warunków naturalnych panujących w rzece, tak samo ryby
te reagują negatywnie na wszelkie sztuczne manipulacje w ich rozrodzie, wzroście i
chociażby introdukcji, oczywiście w sensie dalszego ich wieloletniego życia w rzece, a
często trafiają do rzeki okaleczonej przez człowieka. Nie bez kozery zostały wyróżnione w
świecie ryb mianej "szlachetne". Jak tu żyć Panie Premierze! Wędkarz nie pomaga im w
przetrwaniu, ponieważ ma do dyspozycji coraz lepszy sprzęt i techniki oraz taktyki połowu
napędzane przez biznes i ludzi o zacięciu konkurencyjnym, do wykorzystania limit dzienny i
tygodniowy połowu, pasję zdobycia trofeum rywalizacyjnego w postaci pucharu z
szajsmetalu, itd. Oczywiście pewne środowisko ludzi to wszystko rajcuje, a dyskusja
przechodzi w akademicką, bo dlaczego twoja racja lub punkt widzenia ma być lepszy od
mojego widzenia świata. To o czym napisałem, to tylko zarys, ale uważam, że stanowiący
podstawę do pytań o bezrybie w kontekście ogromnych zarybień w skali wielolecia i kraju.
Spróbujmy pójść inną drogą. Rozpocznijmy na szeroką skalę renaturyzację, rewitalizację,
przynajmniej wybranych rzek, ograniczmy swoją pazerność wędkarską, a myślę, że coś
drgnie w temacie.
Przyznam się, nie czytałem powyższego.
Zapytam wprost. Biorą ryby w rezerwatach? Przepraszam, brały? Chyba, że można łowić tam
obecnie spod lodu? Tylko pytam, bo jakby co to można by nawiercając dziury w lodzie jakieś nimfy
w nie wpuścić. Oczywiście tylko dla dobra ryb. Może są głodne?! Zima ciężka. Ptaki się karmi a
co z rybami?! Radzą sobie?
|