| |
Coż przyznam, że jednak nie przekonaliście mnie do fluocarbonu.
Dlatego, że ja łowię głownie na nify, a z waszych wypowiedzi wynika, że fluocarbon jest sztywniejszy od nylou (Stroft dlatego, że go używam i uważam go za najlepszą żyłkę).
Mimo, że jak piszecie, szybciej tonie, to dla mnie ważniejszym parametrem jest miękkość żyłki od szybkości tonięcia a nawet od średnicy. Moim zdaniem nie ma nic gorszego jak za sztywna żyłka na skoczka, kiedy mucha jest jak na drucie zamiast ładnie pracować. Dotyczy to oczywiście wolniejszego uciągu i prawie stojącej wody, gdzie też da się łowić wbrew pozorom. Na krótko.
To moje skromne doświadczenia:
1 miejsce wytrzymałość na węźle,
2 miękkość,
3 rozciągliwość, ja lubię bardzo elastyczne żyłki co wynkia z metody- a raczej z nerwowego czasem zacięcia-, którą to najczęściej łowię i się tego NIE WSTYDZĘ- krótka nimfa, bo uważam, że to też sztuka dobrze się ną posługiwać i łowić np. pstrągi, co mam w zwyczjau- tak głównie łowiłem na MMP, oprócz suchej, na takiej niżówce przez 3 tury z nienajgorszym wynikiem chyba, Legnica 4 miejsce, ja 18, nie chwaląc się , pierwszy raz w życiu łowiłem w Wiśle / Brennicy. Jak ktoś piszę o bezmyślnym młóceniu wody, trzebieniu ryb itp. znaczy to, że nie ma raczej pojęcia o tej pięknej metodzie, gdzie po czasie dochodzi się do finezji i odkrywa jej piękno. Mój ideał polega na tym, że staję na brzegu patrzę gdzie mam wejść, skradam się, 1 rzut i siedzi. Wychodzę i "poluję" na natępną sztukę. To ideał. Najczęściej potrzeba kilka razy powtórzyć przepuszczenie much na różne sposoby, ale nie robie tego więcej jak 5-6 razy. Owszem początkujący zaczyna od młócki krok za krokiem, sam tak zaczynałem, ale nie o to tu chodzi wg mnie. A zresztą to nie na temat, sorry...
Oczywiście wszystkie te cechy związane są ze średnicą żyłki i ...razem ze sobą.
Jednak każdy lubi co innego, jeden woli, żeby bardziej tonęła, inny woli żeby była mniej widoczna, ja z takich czy innych względów lubię miękkie żyłki, dlatego pozostanę przy swojej. Owszem z ciekawości spróbowałbym fluocarbonu, bo być może się mylę, ale jest za drogi, żeby kupić go sobie tylko- być może- do jednego testu. Tym bardziej, że nie znam firm. Mam nadzieję, że się spotkamy kiedyś na zawodach i jakiś "fluocarbonowiec" daruje mi kawłek na test. Może też wtedy dołączę do zwolenników f.
Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za podjęcie tematu.
PS.
Nie wyrażajcie proszę opinii o treści mojego punktu 3, bo i tak się nie dogadamy a szkoda nerwów i nie 1 raz było to wałkowane. Niepotrzebnie tak się rozpisałem, ale to niejako uzasadnienie indywidualne dlaczego jednak nylon.
Jest nowy rok, uśmiechajmy się
Konrad
|