| |
Witam.
Realna możliwość oberwania w czasie burzy to jedno, ale naklejka na blanku, czy informacja o niebezpieczeństwie na stronie producenta, ma jeszcze inny wymiar. Producent biorąc pod uwagę ewentualność, zabezpiecza się. To dokładnie to samo, co napisy na papierosach, czy elaboraty o możliwych skutkach działań leków na załączonych do nich ulotkach. Nie sądzę, by nasi wędkarze nie znali tego rodzaju zagrożenia. Znają, a jedynie oceniają prawdopodobieństwo porażenia jako małe. W przeciwnym wypadku mielibyśmy do czynienia z masowym powrotem do takich materiałów jak: tonkin, leszczyna, jałowiec itd. A wracając do tonkinowej sklejki-jako dzieła szuki, to mnie się nasuwa jeszcze jedna myśl. Grafitowy blank w porównaniu z tonkinem wypada blado w kwestii jego uzbrojenia, a dokładnie - przyozdobienia, zgodnie z upodobaniami wędkarza. Istnieje spora grupa wędkarzy (chyba rosnąca), którzy chcą mieć coś innego niż większość. Nawet nie koniecznie z potrzeby wyróżnienia się, ale dla własnej satysfakcji z posiadania i obcowania z ładnym przedmiotem. Grafit nie daje takich możliwości. Srebrzone i grawerowane elementy uchwytu, kawałki egzotycznego drewna, kości sloniowej, masy perłowej, czy nawet jakieś drobne brylanciki wmontowane w rękojeść, jeśli zrobione ze smakiem, zdecydowanie lepiej komponują się tonkinową resztą, niż z grafitową rurą fabrycznego pochodzenia. Może to mniej istotna sprawa, ale dzięki temu niektóre z klejonek faktycznie można uznać za dzieła sztuki. Obserwuję też, że te wszystkie grafity trochę się już nam przejadły. Już nie podniecają nas tak bardzo te miliony modułów, komputerowo wyznaczone sploty włókien. Kolejne topowe modele przyjmujemy bez specjalnych emocji i gorących dyskusji. A może to sama natura stworzyła najbardziej "kosmiczne" z włókien?
Pozdrawiam
|