| |
Na pewno nie opłaca się zlecanie takiej roboty, to jest żmudna i długa praca nawet dla fachowca, więc koszty mogą być spore. Natomiast samemu można się przez zimę pobawić, piękne, szlachetne zajęcie i wspaniałe wyzwanie. Oczywiście jak tylko masz sporo czasu i cierpliwości. Już samo rozbrojenie blanku bywa sporym wyzwaniem. Trzeba zerwać cały stary lakier, czasem przeszlifować sam blank, a że drewno bardzo twarde to dawniej robiło się to kawałkiem szkła. Dopiero po tym zobaczysz czy nie ma jakiś rozszczepień tonkinu. Na upartego można by to wykonać współczesnymi metodami, czyli rozszczepić, oczyścić i skleić obecnymi klejami. Wtedy nie trzeba już wykonywać tylu omotek, właściwie wystarczają tylko te przy przelotkach. Tylko czy wtedy będzie to gutowska klejonka? W jego wyrobach tych omotek jest kilkadziesiąt, muszą być bardzo starannie i równo nałożone. Bez przyrządów się nie obejdzie. Całość trzeba później dokładnie i jednolicie polakierować, więc i urządzenie do kręcenia takim schnącym kijem. W dodatku w idealnie czystym pomieszczeniu, najdrobniejszy paproch w powietrzu może wiele zepsuć, a warstw nakłada się wiele i długo to trwa. Z korkiem, uchwytem czy przelotkami problemu nie będzie, wszystko jest do zdobycia bez trudu, natomiast luz samych skuwek czasem się da skasować przez polakierowanie części wkładanej dobrym (twardym) lakierem szkutniczym. Umiejętnie to potem szlifując można dobrze dopasować. To jest zabawa na miesiąc lub dłużej, ale satysfakcja ogromna, wiem, bo kiedyś sam to przeszedłem….
pozdr.
BT
|